X logowanie Zapomniałem hasła
 
 

 
Program edukacyjny Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej kontakt Filmoteka Szkolna należy do
projekty
<< październik 2017 >>
01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829

KRONIKARZ OSOBLIWY. Jerzy Armata

         Bohater filmu Juliana Józefa Antonisza „Kilka praktycznych sposobów na przedłużenie sobie życia" (1974) konstatuje: „życie to jest film", bo na przykład „gdy ktoś się wódki napije i bez życia leży na podłodze, to mówi, że mu się film urwał". Film zawiera również poważniejsze dowody tego twierdzenia. Dla Antonisza rzeczywiście życie było filmem, a film życiem. – Pulsująca kraina non camery to jedyne antidotum na istniejącą obok paranoiczną rzeczywistość – mawiał.

         Kino Juliana Józefa Antonisza zajmuje szczególne miejsce na mapie polskiej animacji. Oryginalność jego filmów, realizowanych głównie metodą noncamerową (poszczególne kadry rysowane lub malowane bezpośrednio na taśmie filmowej), którą z taką konsekwencją i uporem uprawiał, nie pozwala wtłoczyć ich w kanony panujących trendów, kierunków i mód. Wprawdzie metoda non camera nie jest nowością w animacji. Wielu twórców filmowych posługiwało się tą techniką, m.in. Man Ray, Fernand Leger, Norman McLaren, a w Polsce Kazimierz Urbański czy Józef Robakowski. Antonisz jednak starał się iść dalej, wymyślić coś nowego, udoskonalić tę metodę, doprowadzić ją do perfekcji.

         Spotkanie Antonisza z non camerą nastąpiło bardzo wcześnie, kiedy to jako młody chłopiec opętany kinem, pragnący samodzielnie zrealizować film, nie posiadał środków finansowych na kosztowny przecież sprzęt, który pozwoliłby urzeczywistnić jego marzenia, a efekty amatorskich prób realizatorskich metodami tradycyjnymi szalenie go rozczarowały. Wtedy zaczął eksperymentować z taśmą filmową, rysując na niej abstrakcyjne, jak sam je nazywa – plazmotwory. Metoda polegająca na działaniach plastycznych bezpośrednio na taśmie filmowej tak go zafascynowała, że postanowił zrealizować tą techniką swój pierwszy, zawodowy film. Tak powstała „Fobia" (1967). „Jestem malarzem, wszystko mnie nudzi, chyba zrobię jakiś skandal" – mówi na wstępie tego filmu jego bohater, Fobian Ewaryst Dobdziak, wizualnie niezwykle podobny do samego reżysera. Film rzeczywiście okazał się skandalem na tle tradycyjnej, chociaż stojącej na wysokim poziomie, ówczesnej polskiej animacji. W warstwie treściowej była to opowieść o artyście szukającym inspiracji, ale nie treść okazała się najważniejsza. Poza nowatorstwem formalnym twórca zaszokował istną feerią pomysłów (tych nigdy mu nie brakowało), których zapewne starczyłoby na kilka filmów. Ta niezwykła kondensacja i intensyfikacja kadru spowodowała jednak pewne zakłócenia czytelności filmu.

         Po debiucie Antonisz częściowo odszedł od zainteresowań non camerowych, realizując filmy innymi technikami. Zaczęły powstawać swego rodzaju kolaże będące stopem różnych technik, tych tradycyjnych dla animacji, a także dla kina fabularnego (m.in. „W szponach seksu" – 1969, „Tysiąc i jeden drobiazgów" – 1972, „Kilka praktycznych sposobów na przedłużenie sobie życia" – 1974, „Film o sztuce... (biurowej)" – 1975, „Film grozy” – 1976). O non camerze jednak nie zapomniał. Świadczą o tym fragmenty filmów „Jak to się dzieje, pyta Agnisia, że na ekranie widzimy misia” (1970), „Jak nauka wyszła lasu” (1970), „Jak działa jamniczek” (1971) czy wreszcie przezabawny wykład o szkodliwości palenia tytoniu – „…Te wspaniałe bąbelki w tych pulsujących limfocytach” (1973), gdzie taśmę filmową poddał działaniom termochemicznym. W tym okresie w twórczości Antonisza trwa jakby nieustanna walka tego, z czym przyszedł do wytwórni, z tym, co w niej zobaczył, czyli tradycyjnymi metodami animacji. „Słabość filmu animowanego wynika z przewagi technologii nad sztuką" – konstatował w jednym z wywiadów. I obrazoburczo dodawał: „Film skończył się z nadejściem braci Lumiere". Jedyny sposób na odnowienie sztuki filmowej upatrywał w non camerze. W swym manifeście artystycznym pisał: – Non camera to obejście całej machiny techniczno-biurokratycznej, jaka istnieje między realizatorem filmowym a gotowym dziełem. Dążę do takiego uproszczenia techniki realizacyjnej, żeby film jak najdalej odsunąć od przemysłu, a zbliżyć do autora. I ze smutkiem – przy innej okazji – dodawał: – Łatwiej się porozumieć z samym sobą niż z innymi ludźmi.

         Począwszy od „Słońca” (1977) Antonisz konsekwentnie tworzył filmy „bez użycia kamery". Ale już nie wystarczyły mu eksperymenty z obrazem. Zaczął szukać nowych rozwiązań w sferze dźwięku. Starał się metodą znaków graficznych modelujących strumień światła, zakomponować ścieżkę dźwiękową filmu („Ludzie więdną jak liście...” – 1978, „Co widzimy po zamknięciu oczu i zatkaniu sobie uszu" – 1978). Poszukiwania te przyniosły interesujące efekty, choć nie tak oszołamiające jak w warstwie wizualnej, w której czynił stałe postępy. Wystarczy porównać pierwsze jego non camerowe próby z późniejszymi filmami: „Dziadowski blues non camera, czyli nogami do przodu” (1978),      „Ostry film zaangażowany"

(1979) czy chyba najbardziej perfekcyjny – „Pan Tadeusz. Księga I. Gospodarstwo” (1980), stanowiący animowaną, dojrzałą i niezwykłe oryginalną adaptację fragmentu epopei narodowej. Non camera nie jest już dla twórcy celem, a środkiem do realizacji innych ważniejszych celów. To już nie zabawa w kino, eksperyment, lecz prawdziwe kino, starające się podać – przy pomocy właśnie tej niezwykle trudnej metody – konkretne, często skomplikowane i ważne treści.

         Filmy Antonisza można podzielić na trzy grupy. Pierwsza – to oryginalny, specjalnego typu film oświatowy dla dzieci. Te podane z dużą dozą humoru opowiastki („Jak to się dzieje, pyta Agnisia, że na ekranie widzimy misia", „Jak nauka wyszła z lasu", „Jak działa jamniczek”, „Bajeczka międzyplanetarna” – 1976), pobudzają dziecięcą wyobraźnię, wrażliwość i inteligencję, proponują nową formułę filmu animowanego dla najmłodszych.

         Drugą grupę stanowią pastisze gatunków, rodzajów czy mód panujących w kinematografii, a więc filmów oświatowych („...Te wspaniałe bąbelki w tych pulsujących limfocytach", „Kilka, praktycznych sposobów na przedłużenie sobie życia"), filmów o sztuce („Film o sztuce... (biurowej)” czy jak go określa sam autor – „artysta o sobie” w konwencji „gadająca głowa" – („Dokument animowany non camera, czyli reżyser Krzysztof Gradowski o sobie" – 1980), horrorów („Film grozy"), erotyków („W szponach seksu”) czy kronik filmowych („Polska Kronika Non-Camerowa nr 1-12” – 1981-1985). Filmy te, realizowane różnymi technikami, nasycone specyficznym rodzajem absurdalnego humoru, ze swą oryginalną formą plastyczną i ciekawie zakomponowaną ścieżką dźwiękową (sam jest autorem muzyki do większości swoich filmów) są natychmiast rozpoznawalne. Jest jasne, że Antonisz nie chciał być tylko opowiadaczem anegdot, mierzył znacznie wyżej.

         I trzecia – chyba najważniejsza – grupa filmów, do której zaliczyłbym prawie wszystkie obrazy noncamerowe („Ludzie więdną jak liście...”, „Dziadowski blues non camera, czyli nogami do przodu”, „Ostry film zaangażowany” i znów „Polskie Kroniki Non-Camerowe nr 1-12”, które z pastiszów „prawdziwej” kroniki same stały się „prawdziwymi” kronikami). Są to swoiste „dokumenty animowane”, w specyficzny sposób reprodukujące ów paranoiczny świat, o którym mówił Antonisz. Dużo w tych filmach humoru, przymrużenia oka, ale także wiele miejsca na refleksję, zadumę nad naszym codziennym, szarym bytowaniem. Oto niektóre tytuły tematów kroniki non-camerowej: „Ekologia. Huta Zakopane”, „Z życia szkoły. W trosce o nasze dzieci”, „Precz z niegodnym płodu spędzaniem”, „Podziemne wybuchy atomowe trzęsień ziemi przyczyną”, „Wypompowany naród".

         „Pytałem profesora, o co tutaj chodzi,

         on mi odpowiedział, że to nic nie szkodzi.

         Pytałem dyrektora, może mi on powie,

         a on popatrzył tylko, no i poszedł sobie...”

– śpiewa bohater filmu „Dziadowski blues non camera czyli nogami do przodu”. Świat jest paranoiczny i niezrozumiały w swej paranoi – zdaje się mówić autor.

         Jeden z jego ostatnich filmów – „Światło w tunelu” (1985) to oryginalna, osobista, „Antoniszowa” wizja „życia po życiu". Pomimo przewrotnego dowcipu stanowiącego osnowę fabularną tego filmu, jest to dzieło niezwykle przejmujące, porażające swą atmosferą.  

        „Życie to jest film". Film Juliana Józefa Antonisza skończył się 31 stycznia 1986 roku, w trakcie pracy nad trzynastym wydaniem „Polskiej Kroniki Non-Camerowej". Odszedł „jeden z osobliwszych kronikarzy naszych czasów” – jak pisał o Nim jeden z krytyków.

 

Jerzy Armata

JULIAN JÓZEF ANTONISZ (właść. Antoniszczak).

Scenarzysta, autor opracowania plastycznego, reżyser filmów animowanych, kompozytor, wynalazca. Ur. 6 XI 1941 - zm. 31 I 1986. Absolwent Wydziału Malarstwa i Grafiki ASP w Krakowie (1966). Ważniejsze filmy i nagrody: 1967 – Fobia; 1969 – W szponach seksu (Nagr. w Tours); 1970 – Jak to się dzieje, pyta Agnisia, że na ekranie widzimy misia. Jak nauka wyszła z lasu; 1971 – Jak działa jamniczek (Nagr. w Krakowie, Mannheim); 1972 – Tysiąc i jeden drobiazgów; 1973 –Te wspaniałe bąbelki w tych pulsujących limfocytach; 1974 – Kilka praktycznych sposobów na przedłużenie sobie życia; 1975 – Film o sztuce... (biurowej); 1976 – Bajeczka międzyplanetarna, Film grozy; 1977 – Słońce, Katastrofa; 1978 – Ludzie więdną jak liście, Co widzimy po zamknięciu oczu i zatkaniu sobie uszu. Dziadowski blues non camera, czyli nogami do przodu; 1979 – Ostry film zaangażowany (Nagr. w Krakowie); 1980 – Pan Tadeusz. Księga I. Gospodarstwo, Dokument animowany non camera, czyli reżyser Krzysztof Gradowski o sobie, 1981-1985 – Polska Kronika Non-Camerowa nr 1-10 (Nagr. w Krakowie, Oberhausen), Światło w tunelu, (Nagr. w Oberhausen); 1986 – Polska Kronika Non-Camerowa nr 11-12.

 

Powiązane lekcje: