X logowanie Zapomniałem hasła
 
 

 
Program edukacyjny Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej kontakt Filmoteka Szkolna należy do
projekty
<< sierpień 2017 >>
010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031

GRÓWNEM PO RÓWNO. Łukasz Maciejewski

Ubu: No i co rotmistrzu, jakże obiadek?

Bardior: Wyborny, wyborny, z wyjątkiem grówna.

Ubu: Ech, grówienko nie było złe.

Ubica: Rzecz gustu.

         Zderza pan ludzi ze złem, które w nich tkwi – pisał Hermann Broch do Eliasa Canettiego. – Ale pan nie grozi piekłem, pan je ukazuje, i to w tym życiu. W „Ubu Królu" Piotra Szulkina zło w spotworniałych bohaterach filmu, zło w nas odkrywamy jakby bezwiednie. Nie odnajdujemy lustra. A może boimy się je odnaleźć?

          Już po obejrzeniu „Ubu” Szulkina sięgnąłem po literacką inspirację reżysera – dziełko Alfreda Jarry’ego. Wysiłek niewielki – dramat liczy sobie ledwie kilkadziesiąt stron, za to przyjemność duża (kongenialne tłumaczenie Boya-Żeleńskiego).

          Alfred Jarry swojego „Ubu Króla" napisał w wieku piętnastu (!) lat. Cała późniejsza jego twórczość dawno zniknęła w mrokach literackiej niepamięci, a i sam Jarry też pewnie by tam zaginał (finał rzeczywiście miał smutny – w wieku niespełna 35 lat zapił się na śmierć), gdyby nie Apollinaire i surrealiści, którzy odkryli go na nowo i uznali za jednego ze „swoich". Jarry przeszedł zatem do historii literatury tylko dlatego, że może jako pierwszy aż tak celnie wykazał, iż tyranów cechuje zwielokrotniona miłość własna i monstrualny egoizm.

          Im gorzej, im „szkaradniej" w Polsce (u Szulkina – w Folsce), tym chętniej po symbol Ubu sięgają ciągle nowi twórcy. Pod koniec lat 70. animowanego „Ubu Króla" zrealizował we Francji Jan Lenica, na początku lat 90. powstała opera „Ubu Rex" Krzysztofa Pendereckiego (najnowsze wykonanie – spektakl Krzysztofa Warlikowskiego), w 1992 w Paryżu „Króla Ubu" wyreżyserował Roland Topor z Wojciechem Pszoniakiem w roli tytułowej, wreszcie na początku 2004 roku do kin trafia „Ubu Król" Piotra Szulkina, który kilkanaście lat wcześniej wystawił sztukę Jarry'ego w Instytucie Francuskim w Warszawie.

         Ten film miał powstać dekadę wcześniej. Dwukrotnie wszystko było gotowe do realizacji (obsada, ustalone terminy zdjęć), dwukrotnie zdjęcia wstrzymywano w ostatniej chwili. Udało się za trzecim podejściem. Dziesięć lat milczenia artysty takiego jak Szulkin to dużo i mało. Dużo, gdyż funkcjonujemy w czasach, kiedy szybko zmieniają się mody i prądy, także filmowe, mało, gdyż to właśnie czas weryfikuje wartości, także wartość sztuki. Obejrzałem niedawno, by je sobie przypomnieć – z ciekawością, z niepewnością – dawne filmy Szulkina. Odetchnąłem z ulgą. Jego wizyjne obrazy nie straciły wiele ze swojej siły,
z tajemnicy. „Ubu Król" oglądany w zestawieniu z poprzednimi filmami Piotra Szulkina przekonuje, że reżyser (w różnych kostiumach, w różnych światach) mówi ciągle o tym samym. O obrzydzeniu i zaczadzeniu rzeczywistością – w jego dawnych filmach była to rzeczywistość z zakneblowanymi ustami, totalitarna, w „Ubu" jest to rzeczywistość demokratyczna.

         Jarry pisał, że Ubu to „władza, która zgłupiała". Filmowa „Folska" Szulkina to Nibylandia o znamionach uniwersalnego uogólnienia. Wszędzie i zawsze rządzą nami ciągle nowi Ubu (w filmie Szulkina w tej roli wspaniały Jan Peszek) – ignoranci bez klasy i bez wstydu. W „Ubu" Szulkin oskarża klasę polityków, ignorantów i konformistów, z prawej
i z lewej strony.

          Autorskie kino tego reżysera rządzi się swoimi prawami: jest silnie wykreowane, umowne, operowe i szydercze. Umowny świat, tak różny od wszystkiego, z czym kojarzy się nam dzisiaj kino współczesne, że przez niektórych z pewnością nie do przyjęcia. Scenografia – malarska i kiczowata zarazem, kostiumy – przerysowane i bombastyczne. Infantylne, cokolwiek przesadzone komentarze narratora, mnożące się, cokolwiek przesadzone sceny osobliwego quasi-baletu, do którego Szulkin już nas przyzwyczaił choćby w „Mięsie" (baletnice kontra policjanci).

          Wszędzie tylko żałość, lichota – Grówno. Grówno odmieniane przez wszystkie przypadki. Nie o ekskrementy, nie o, pardon, sranie, chodzi. Grówno Boya, grówno Szulkina jest synonimem taniochy, w której żyjemy. Zgody na rzeczywistość pełną nonsensów, na popularność umysłowych nędzarzy. Szulkin jest bezwzględny – kiedy Ubica (nagrodzona na festiwalu w Gdyni Katarzyna Figura) dosłownie zaszczepia w swoim mężu jad i żądzę władzy, wiadomo już, że ten serial nigdy się nie skończy. W finale filmu Ubu z Ubicą zamiast do „słodkiej Francji" trafiają do Warszawy, współczesnego grówna. Wczesny ranek, jeszcze pustawo. Niepewność nie trwa jednak nawet sekundy. Nowe miejsce też szybko zostanie oswojone. Ubu już zaczyna obwąchiwać nowe terytoria. Łaskawie panującego zastąpi nowy król – Ubu król. Przecież to takie proste.

 

Łukasz Maciejewski

 

Ubu Król

Scenariusz na motywach twórczości Alfreda Jarry'go i reżyseria Piotr Szulkin. Zdjęcia Dariusz Kuc. Scenografia Agnieszka Zawadowska, Krzysztof Benedek, Magdalena Biedrzycka Wykonawcy: Katarzyna Figura (Ubica), Jan Peszek (Ubu), Maria Ciunelis (Kwiaciarka), Krzysztof Kowalewski (Pissedoux), Zofia Saretok (Kapelan), Marek Walczewski (generał), Olgierd Łukaszewicz (Bardior), Wojciech Siemion (Merdenpot), Produkcja:  Euro-Film, APF, Polska 2003. Dystrybucja: SPInka. Czas: 95 min.

 

 

Powiązane lekcje: