X logowanie Zapomniałem hasła
 
 

 
Program edukacyjny Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej kontakt Filmoteka Szkolna należy do
projekty
<< kwiecień 2017 >>
1
Szczegóły:
Finał Olimpiady Wiedzy o Filmie i Komunikacji Społecznej
02
030405067
Szczegóły:
"Wagary w kinie.Polski film historyczny (XX wiek)"
8
Szczegóły:
„Filmowe tropy i symbole” – Warsztaty Młodzieżowego Klubu Filmowego „Młodzi gniewni”
09
10111213141516
171819
Szczegóły:
Jakiż to gości mieliśmy? Filmowe portrety artystów z Polski
20212223
24252627282930

ŚWIADECTWO URODZENIA Konrad Eberhardt

Premiera nowego filmu Stanisława Różewicza jest wydarzeniem podwójnie optymistycznym. Po pierwsze dlatego, że naszej kinemato­grafii przybył nowy, wybitny film. Po drugie - że po osiągnięciach po­łowicznych czy też próbach niezbyt oryginalnych reżyser daje dzieło dojrzałe formalnie i intelektualnie, będące jednak logicznym następ­stwem dotychczasowej drogi twórczej. ŚWIADECTWO URODZENIA składa się z trzech nowel  o dzieciach lub raczej: o dzieciach i dorosłych w okresie ostatniej wojny; przy tym budowę dramaturgiczną tych opo­wiadań pedant określiłby jako „niedbałą”, „nieporządną” czy też nie­zgodną z przyjętymi zasadami.

            Każda z tych nowel ma jakąś pointę: strzał taboryty z karabinu - przy końcu pierwszej; oddanie przez chłopca odzieży ojca radzieckiemu jeńcowi - w drugiej; orzeczenie lekarza niemieckiego odnajdującego u małej Żydóweczki cechy „rasy panów” — w trzeciej. (...) Stanisław Różewicz operuje tym typem narracji, który nazwałbym: „bezwładnym” (przekonało nas już o tym MIEJSCE NA ZIEMI, szczególnie w partii nadmorskiej), akcja toczy się u niego krętą linią, zahacza wciąż o nowe fakty, opowieść rozlewa się, zasadnicze sprawy rozstrzygają się między wierszami, pointa przestaje być już niezbędnym dopełnieniem.

            Doskonałym przykładem tej metody może być nowela pierwsza NA DRODZE (i chyba w ogóle najlepsza opowieść tego filmu). Podróż sym­patycznego chłopka-roztropka, wiozącego nikomu już niepotrzebną „kancelarię”, w towarzystwie chłopczyka, który zgubił się na szosie, jest znakomitym wykładem tego bezwładu dramaturgii. Płoną wsie, Niemcy rozstrzeliwują ludzi, a oni sobie jadą bocznymi drogami. Różnią ich lata, a przecież są jednakowo dziecinni, wiozą porządek wewnętrzny, ład, naturalny optymizm. Taboryta przebywa już myślami w swoim domu, a chłopczyk zapytuje po drodze o „panią w zielonym palcie”, jakby to było oczywiste, że musiano ją spostrzec. I powoli dopiero ten ład, porządek  i optymizm rozpada się, dociera do nich groza rzeczywistości Te strzały taboryty są już tylko wizualnym potwierdzeniem pro­cesu, który dokonał się wewnętrznie - i wcześniej.

            W drugim i trzecim opowiadaniu ten typ narracji Różewicza nie sprawdza się już  w tym stopniu; zresztą trudno ustalić dokładnie, kiedy zamierzony „bezwład” narracji zamienia się w niedostatki kompozycji. Ale przecież i w LIŚCIE Z OBOZU istotny proces dojrzewania wew­nętrznego dokonuje się poprzez cały szereg drobnych faktów, detali, konfrontacji z rzeczywistością, sytuacji uszeregowanych, jak gdyby narzuconych przez swobodny bieg życia. Chłopiec oddaje jeńcowi buty i palto ojca. Jest w tym geście wiele szlachetności, jest to gest, który można cytować. Ale nawet gdyby jeniec nie trafił do tego mieszkania, i tak wiadomo, co najważniejsze: że chłopiec, którego spotykamy na początku filmu, staje się inny przy końcu, dojrzalszy, doroślejszy. Po­dobnie w (...) przejmującej noweli KROPLA KRWI - gdzie dramat małej żydowskiej dziewczynki dojrzewa właśnie w tych drobnych sy­tuacjach, wędrówkach przez ulice, rozmowach z przygodnie poznanymi ludźmi. Jaki los spotka ostatecznie dziewczynkę? Nie wiadomo. Ale ważne było przede wszystkim to, co finał poprzedzało.

            Ta ostatnia nowela zresztą ujawnia słabość Różewicza: zbytnią ule­głość wobec pokus filmowej „ładności”. Mała żydowska dziewczynka u rozstajnych dróg, bezkresne pole, puste, niesłychanie fotogeniczna ulica, gdzieś w dali dudni ekspres... Znamy to, znamy. Podobnie jak efektowny filmowo bieg chłopca w finale pierwszej noweli niezawodnie przywodzi na myśl analogiczny finał 400 BATÓW Truffauta. Bardzo ryzykowna scena odmawiania „Ojcze nasz” przez Żydóweczkę, zmuszo­ną do tego przez łobuziaków, też nie wydaje mi się konieczną koncesją na rzecz filmowego efektu. Nie tu tkwi główna wartość stylu Róże­wicza. (...)

 

Powiązane lekcje: