X logowanie Zapomniałem hasła
 
 

 
Program edukacyjny Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej kontakt Filmoteka Szkolna należy do
projekty
<< czerwiec 2017 >>
01020304
05060708091011
12
Szczegóły:
8. Festiwal Filmoteki Szkolnej
13
Szczegóły:
8. Festiwal Filmoteki Szkolnej
1415161718
19202122232425
2627282930

PANTOGRAF, CHROMOGRAF I ANTONISZCZAK. wywiad Katarzyny Emil z Julianem Antoniuszem

 

K. E.: Od ostatniego wywiadu z Panem w naszym tygodniku minęło sześć lat. Pozostał Pan przez ten czas wierny technice "non-camera", czyli rysowaniu obrazów wprost na taśmie filmowej, bez użycia kamery.

J. A.: Sześć lat temu wciąż jeszcze eksperymentowałem, szukałem formy idealnej. Pamiętam swoje pierwsze próby pochłaniające masę czasu. Rysowanie na małych klatkach filmowych nastręczało sporo trudności. Używałem szkła powiększającego, to było niewygodne, powolne. Musiałem jakoś temu zaradzić. Zastosowałem więc pantograf pracujący równocześnie ze mną. Polega to na tym, że na dużym formacie papieru rysuję ołówkiem połączonym z pantografem odpowiedni obraz, który aparat wydrapuje specjalnym rylcem na taśmie, rzecz jasna, w stosownym pomniejszeniu. Dzięki pantografowi przestałem wytrzeszczać aż do bólu oczy, no i pełniej mogę wyrazić się twórczo.

K. E.: Początki były więc trudne...

J. A.: Ale ciekawe. Miałem magnetofon (po pewnych przeróbkach) sterujący obrazem z rzutnika. Tak powstało coś w rodzaju indywidualnego kina. Mogłem więc zrealizować swoje zamiary - zapoznać publiczność z tym, co zrobiłem sam, co nie jest typowym filmem wymagającym skomplikowanej techniki i kilometrów taśmy, czyli właściwie odtwórczą już formą dzieła artysty, lecz czymś, co pokazuje widzom pierwotny, autentyczny pomysł autora. Mało tego, ponieważ "non-camera" nie potrzebuje kopiowania, mogłem swoje filmy ulepszać w każdej chwili, domontować kilka klatek czy też usunąć. Każdy film był zatem oryginalnym dziełem sztuki. Naturalnie, możliwość sporządzenia kopii istnieje, lecz uważam, że repliki tracą na wartości artystycznej. Nawiasem mówiąc, powracam do tej formy kontaktu z widownią - chcemy wraz z kilkoma kolegami założyć Kinoteatr Optyczny Anima Non-Camera.

K. E.: To, że Pana praca zyskała uznanie, odzwierciedlają nagrody, jakie Pan otrzymał w kraju i za granicą. Jak działa jamniczek, na przykład, wywołał mnóstwo przychylnych recenzji i pochlebnych komentarzy publiczności.

J. A.: Jednak nadal twierdzę, że ani publiczność, ani krytyka nie widziała prawdziwego "Jamniczka" oraz innych filmów. No cóż, kopiować trzeba bo przecież inaczej nie istniałaby dystrybucja, ale uważam kopię za zniekształcony oryginał.

K. E.: Pracuje Pan obecnie nad cyklem rysunkowych kronik filmowych. Jak narodził się ów zamiar?

J. A.: Dosyć banalnie, bo z życia, które dyktuje pomysły. Idę sobie ulicą i naraz widzę surrealistyczną scenkę, czasem jestem świadkiem zdumiewającej wymiany zdań, innym razem oglądam niesłychany graficznie czy merytorycznie plakat. Poza tym czytam gazety. Staram się interesujące mnie fakty zapamiętać, robię notatki i rysunki. Bo dlaczego nie miałby powstać rodzaj animowanego filmoreportażu, skoro istnieje reportaż graficzny czy rysunkowy (vide - Andrzej Mleczko)? Nonsensy mnie bawią, więc aby jeszcze je podkreślić, szukam ludzi, którzy inaczej niż spiker-specjalista czytają komentarze. Znajduję ich pośród osób na co dzień nie utrzymujących żadnych kontaktów ze sztuką. Dla kontrastu pewne wiadomości ilustruję głosami zawodowych aktorów, wypada to dosyć groteskowo, a o to właśnie idzie. W tej chwili pracuję nad szóstym numerem kroniki "non-camera".

K. E.: Podobno skonstruował Pan aparaturę mogącą w znacznym stopniu pomóc ludziom niewidomym. Brzmi to aż niewiarygodnie...

J. A.: To prawda. Gdyby nie moja wierność technice "non-camera", pewnie nigdy nie wymyśliłbym chropografu skaningowego, bo tak nazwałem tę aparaturę. Właśnie kilka miesięcy temu zgłosiłem patent.

K. E.: Czy ma Pan już jakieś opinie o tym wynalazku?

J. A.: Chropograf zrobił duże wrażenie na profesorze Witoldzie Starkiewiczu, kierowniku katedry okulistyki przy Pomorskiej Akademii Medycznej w Szczecinie. Dostałem od niego kilka pochlebnych listów. Ogromnie żałuję, że naszą ewentualną współpracę przerwała śmierć profesora. Ponadto moją aparaturą zainteresowała się firma "Polaroid" tudzież zachodnioniemiecka telewizja, która przeprowadziła ze mną wywiad.

K. E.: A Polski Związek Niewidomych?

J. A.: Właśnie chciałbym nawiązać kontakty, bo przecież tylko niewidomi będą mogli autorytatywnie wypowiedzieć się na temat zalet i wad aparatu.

K. E.: Na czym polega działanie chopografu? Czy rzeczywiście miałby szansę przybliżyć niewidzącym świat?

J. A.: Technika chropograficzna polega na przeniesieniu określonego przedmiotu, fotografii, rysunku na tworzywo nitrocelulozowe, z jakiego produkuje się taśmę filmową i wydrapaniu fakturalnej "płaskorzeźby" - podobizny chropografowanego oryginału. Na razie robię repliki "czarno-białe", to znaczy czarny kolor, a właściwie każdy ciemny jest na kliszy gładki, natomiast biały (jasny) wydrapany w pionowe linie. Weźmy choćby reprodukcję portretu Mony Lizy. Twarz i dekolt chropowaty, ale już usta, oczy, włosy i suknia - gładkie. W podobnie prosty sposób można by przekazać niewidomym cały wachlarz wiadomości z wielu dziedzin nauki, praw i twierdzeń dających się zilustrować graficznie. Myślę, że nietrudno pokusić się nawet o symboliczne sygnowanie kolorów. Na przykład barwę czerwoną drapać szeroko, zieloną wąsko, niebieską ukośnie, żółtą przy pomocy punktów itd. Ale do tego potrzebne byłoby zainteresowanie adresatów wynalazku, ustalenie najkorzystniejszego dla nich układu, względnie ich wrażliwości dotykowej.

K. E.: Kształcił się Pan muzycznie, potem przez rok studiował Pan fizykę, no i skończył Akademię Sztuk Pięknych. Więc skąd owe umiejętności techniczne?

J. A.: Mój dziadek zajmował się rusznikarstwem i już jako berbeć lubiłem przyglądać się jego robocie. I tak przez wiele lat. Potem sam zacząłem majsterkować. No a później przyszła fascynacja filmem i techniką "non-camera".

K. E.: Laureat kilku poważnych nagród filmowych robi wynalazki, to wspaniałe i na swój sposób optymistyczne. A jednak w Pańskich filmach pod warstwą humoru jest sporo goryczy.

J. A.: Ja się samorealizuję. Natomiast drażni mnie świat zewnętrzny, jego obojętność, brak organizacji, ogólny marazm. To właśnie usiłuję w groteskowej formie przekazać w animowanych kronikach, o których zresztą mało kto wie, bo nie są popularyzowane. Ale to już całkiem inna historia.



"FILM" 1983, nr 51

Powiązane lekcje: