Film 1978, nr 6

Trzecia ofiara

Bogdan Zagroba z reżyserem Tadeuszem Chmielewskim o filmie „Cicha noc”


— Przywykliśmy do tego, że jest Pan autorem komedii. A tymczasem szykuje Pan prawdziwy kryminał.

— Film kryminalny jest najbliższy komedii, przynajmniej pod względem warsztatu. I komedia, i kryminał wy­magają wyjątkowej precyzji. Wystar­cz y jeden błąd, narracyjny czy dramaturgiczny, a przepada sens nie tylko sceny, ale i całego utworu. Kryminał ze swoimi konwencjami i rozwiąza­niami dramaturgicznymi to świetna szkoła filmowego warsztatu.

— Szkoła warsztatu – przy takim dorob­ku? Od pamiętnego debiutu – „Ewa chce spać” – zrealizował Pan siedem filmów.

— Trzeba dodać, że w ciągu osiem­nastu lat. Między jednym a drugim filmem są kilkuletnie przerwy, a kino przecież szybko posuwa się naprzód. Nic dziwnego, iż przy każdym nowym filmie wydaje mi się, że debiutuję, uczę się nowych rzeczy, gonię tych, którzy mnie wyprzedzili. Nie zamierzam rezygnować z ko­medii. Mam już gotowy scenariusz ,,Zupy na gwoździu", w którym sta­ram się krytycznie spojrzeć na fil­mowców, na środowiskowe mity, na samego siebie i swoją twórczość. A pretekstem fabularnym tej komedii będą kulisy powstawania filmu.

— Wróćmy do „Cichej nocy". Akcja wiąże się z polowaniem na nieuchwytnego wampira. Tytuł, w zestawieniu z na serio potraktowanym tematem, jest przykładem czarnego humoru...

— Tytuł zostanie zmieniony, gdyż tak nazywał się zrealizowany kilka lat temu telewizyjny film Marka Piestraka. Ale swoją drogą, może rzeczywiście mam predylekcję do czarnego humoru.

— "Cicha noc" jest kryminałem o wy­raźnym ubarwieniu psychologicznym.

— Bo to mnie najbardziej interesuje w kryminale. Zakamarki ludzkiej świadomości, zależności międzyludzkie, odporność charakterów. Pewne pomysły i sytuacje zaczerpnąłem z po­czytnej i w Polsce powieści czeskiego pisarza Ladislava Fuchsa „Radca Heumann prowadzi śledztwo”. Nie jest to jednak adaptacja. Akcja po­wieści rozgrywa się współcześnie na Zachodzie w bliżej nieokreślonym mieście niemieckiego obszaru języ­kowego, a więc w Austrii, Szwajcarii lub RFN. Bohater, wysoki urzędnik aparatu sprawiedliwości, kieruje ak­cją policji usiłującej schwytać niebez­piecznego mordercę dzieci. Ale cze­skiego pisarza nie interesuje śledztwo, zagadka kryminalna, lecz stosunki między radcą Heumannem i jego synem, które są tak napięte, iż syn robi wszystko, żeby zniszczyć mo­ralnie i psychicznie ojca. Ten motyw najbardziej mnie zaintrygował. Posta­nowiłem akcję przenieść w polskie realia. Wybrałem jedno z miast na Pomorzu. Rzecz rozgrywa się w grud­niu 1923 roku. Nieprzypadkowo: w roku 1923 w całym kraju panowała naprężona atmosfera, z dnia na dzień rosła inflacja, szerzył się bandytyzm. W takiej sytuacji wiadomość o grasu­jącym wampirze potęguje napięcie.

Wprawdzie kryminalny wątek wampira jest fikcyjny, lecz przy jego opracowaniu wykorzystałem głośne sprawy dusicieli z Bostonu i Dussel­dorfu, a także niedawną sprawę Zdzi­sława Marchwickiego. Wobec zbrod­ni popełnionych bez racjonalnych motywów, najczęściej na przypadko­wych ofiarach, nawet najlepsza poli­cja jest bezsilna. Musi czekać na ko­lejne zbrodnie, na to, że morderca popełni błąd. Na tym polega dramat ludzi prowadzących śledztwo w takich sprawach: są bezsilni. Ale lud­ność czuje się zagrożona, opinia pu­bliczna domaga się natychmiastowe­go ujęcia mordercy. Nacisk na policję jest ogromny. W takiej sytuacji znaj­duje się mój bohater, komisarz Herman.

— Śledztwo to jeden wątek, drugi to konflikt między komisarzem a jego synem, który doprowadza aż do tragedii.

— Komisarz - choć jest Polakiem — jest typowym wytworem pruskiej mentalności, niemieckiej kultury, podporządkowanej zasadom prawa, porządku i autorytetu. Jest doskona­łym policjantem nie tylko na służbie, ale również w domu. Podobne metody stosuje wobec najbliższych. Przed laty nie wytrzymała tego żona - popełniła samobójstwo. Równie apodyktycznie wychowuje syna. Wrażliwy, pełen fantastycznych pomysłów chłopiec: poszukuje ciepła, przyjaźni. Ojciec nie tylko go nie rozumie, ale sprzeci­wia się przyjaźni z kolegą; w konsek­wencji chłopak zaczyna dążyć za wszelką cenę do zniszczenia, skom­promitowania ojca. Może porażka go odmieni. Nie chciałbym, ze zrozu­miałych względów, zdradzać puenty filmu.

— Wyprawy polskiego kina w lata dwu­dzieste nie zawsze odnoszą sukces u publi­czności. Nieprzypadkowo zadaję to pyta­nie, gdyż na ogół Pana filmy były kasowy­mi przebojami.

— Każdy film to ryzyko. W polskiej kinematografii pewniakami - jeśli chodzi o publiczność - są tylko wido­wiskowe ekranizacje klasyki. W „Ci­chej nocy" spróbuję zainteresować publiczność w różny sposób. Sensa­cyjna intryga kryminalna, szybka ak­cja, egzotyka świata sprzed pięćdzie­sięciu lat. Dlatego też potęguję atmos­ferę niepokoju i zagrożenia. Wybie­ram miejsca i sytuacje interesujące, kanały, barki, przystań żeglarską, sta­re marynarskie knajpy.

— Kto występuje w filmie?

— Komisarza Hermana gra Tomasz Zaliwski, a jego syna Wiktora - Piotr Łysak. W filmie zobaczymy jeszcze Henryka Bistę, Bolesława Smelę, Ha­linę Kowalską, Czesława Jaroszyń­skiego i Jerzego Obłamskiego. Zdję­cia realizujemy w Warszawie (przede wszystkim wnętrza i niektóre plenery) oraz w Toruniu, Grudziądzu i Bydgoszczy. Operatorem jest Jerzy Stawic­ki, scenografię projektuje Teresa Bar­ska, kostiumy Barbara Ptak, a produk­cją kieruje Tadeusz Urbanowicz.