"Film" 1999, nr 11

Trzeba się pilnować [fragment]

Z Krzysztofem Krauze rozmawiała Manana Chyb


— Ci ludzie, których uczyniliście bohaterami swojego filmu, podobno istnieją w rzeczywistości?

— Istnieją, choć nie w pełnym tego słowa znaczeniu. Siedzą teraz w więzieniu.

— Rozmawiałeś z nimi?

— Tak, przez trzy dni. Byliśmy z Jurkiem Morawskim, współscenarzystą Długu, pierwszymi ludźmi, którzy się z nimi kontaktowali po wyroku. Może dlatego byli z nami tacy szczerzy. Zwłaszcza ten, który potem stał się bohaterem Długu, dokonał bezlitosnego rozliczenia z sobą samym. On właśnie wydał nam się najciekawszą postacią tej historii, bo najciekawszy jest ten, kto szuka prawdy o sobie - bez względu na konsekwencje.

— Czy kiedy zainteresowałeś się tym wydarzeniem, od razu wiedziałeś, jaki kierunek nadasz filmowi, jaki będzie jego główny temat?

— Jednej rzeczy byłem pewien: że zrobię film o ludziach, których los doprowadził do zaprzeczenia wartości, w których wychowali się i żyli. Domyśliłem się z wypowiedzi jednego z biegłych: Na miejscu tych chłopaków rzuciłbym się pod pociąg, że za ich drastycznym czynem musiała się kryć jakaś śmiertelna pułapka.

— Zapytałam Cię o temat, bo ta sama historia mogła stać się odskocznią dla zgoła innej opowieści: o tym, jak trudno w naszej nowej rzeczywistości żyć człowiekowi uczciwemu, jak banki nie udzielają kredytów tym, którzy ich najbardziej potrzebują, jak policja nie potrafi ochronić niewinnych, jak panoszy się gangsteryzm. Wyminąłeś możliwość społecznego oskarżycielstwa i zająłeś się sprawą o wiele ciekawszą - wolnością wewnętrzną człowieka.

— Tak, to jest temat Długu. Bo co to znaczy, że człowiek znalazł się w ślepym zaułku? Ściany tego zaułka muruje się zazwyczaj samemu. Ja chciałem pokazać, jak można wolność stracić.