"Kino" 2005, nr 2

To jest Staszek [fragment]

z Marcinem Latało rozmawiała Katarzyna Siedlik


— Ciąży na panu filmowe piętno? Nie da się uciec od robienia filmów?

— Piętno to złe określenie. To raczej spuścizna, filmowa tradycja. Robienie filmów to bardzo przyjemny zawód… Od czasów mojego prapradziadka, Józefa Buchbindera, malarza kościelnego pochodzenia żydowskiego - co jest zderzeniem dwóch kultur - malarstwo jest obecne w mojej rodzinie. Malarka jest moja babcia Katarzyna Latało, był mój ojciec, mama też zajmuje się sztuką plastyczna i pisze […].

— Czy w sensie zawodowym przejął pan coś od taty?

— Ojciec twierdził, że dokument jest dla niego za mało osobisty. Dla mnie to trochę śmieszne: pierwszy dokument zrobiłem o nim, przez wszystkie filmy opowiadam też o sobie. Przypominając ojca, próbuję dotrzeć do czegoś, co jest wspólne każdemu. […] WNaszej ulicy, dokumencie, który realizuję właśnie dla telewizji, ja, wykorzeniony, opowiadam o rodzinie robotniczej związanej od pięciu pokoleń z łódzką fabryką Poznańskiego, w której Francuzi teraz budują wielkie centrum rozrywkowo-komercyjne. Następny film robię o Hellingerze, terapeucie rodzin, akcentującym ogromne znaczenie przeszłości, korzeni, przodków. To bardzo osobiste tematy.