„Gazeta Wyborcza” („Gazeta Wrocławska”) z 1 kwietnia 2005, s. 24-25

Miś na prezydenta

Mariola Szczerba

Co Miś Uszatek je na kolację? – Pora na dobranoc – padała odpowiedź. Jeszcze kilkanaście lat temu ten kawał opowiadały sobie nawet przedszkolaki. Dziś już nieco obrósł kurzem, podobnie jak jego pluszowy bohater. Uszatek nie miał mamy, tylko ojca. Właściwie nawet dwóch. Zanim narodził się na kartach książki w 1960 r., pojawiał się na łamach „Misia”. Jego tatą był Czesław Janczarski, redaktor tego pisma, autor wielu bajek dla dzieci.


Klapnięte uszko i oryginalny styl miś zawdzięcza natomiast rysownikowi Zbigniewowi Rychlickiemu. Ale eksplozja popularności nastąpiła w 1975 r. Niedźwiadek wkroczył w trzeci wymiar i pokazał się na ekranach telewizorów. Wystąpił w 104 odcinkach, a w Polsce równać się z nim mogli tylko jego koledzy z Bielska-Białej – „Bolek i Lolek”.

– Zanim na dobre stał się gwiazdą serialu, Uszatek występował w krótkich zajawkach dobranocek – opowiada Zbigniew Żmudzki, szef łódzkiej wytwórni filmowej Se-Ma-For, w której powstała bajka. – Był wtedy jeszcze szczupły i miał klapnięte prawe uszko, a nie lewe.

Dzieci oszalały na jego punkcie. Skąd taka popularność? – Uszatek był jak normalny, grzeczny chłopiec – tłumaczy Żmudzki. – Poza tym małe dzieci uwielbiają misie. A bajka była mądra i łagodna. Nie to co dzisiejsze pokemony.

„Pora na dobranoc, bo już księżyc świeci. Dzieci lubią misie, misie lubią dzieci…” Pamiętacie tę piosenkę? Miś mówił i śpiewał głosem aktora Mieczysława Czechowicza (słynny hrabia w „Janosiku”). – To był cudowny człowiek. Sam zresztą okrągły i misiowaty jak Uszatek – wspomina nieżyjącego już aktora Marian Kiełbaszczak, reżyser 30 odcinków bajki. – Nawet na plan filmowy przyjeżdżał z własnym kubkiem na kawę, choć mieliśmy ekskluzywną zastawę.

Niedźwiadek zawsze modnie wyglądał. Zbigniew Rychlicki pedantycznie dbał o jego image, ubierał w topowe kubraczki i kaszkiety. Ale misia oglądały nie tylko dzieci. Zanim nowy odcinek trafił na ekrany, był szczegółowo analizowany przez cenzurę. – Nie czepiali się nadmiernie, bo Uszatek był niemal święty – śmieje się szef Se-Ma-Fora, – Pewnego jednak razu, kiedy miś chciał pomóc prosiaczkowi zgasić pożar, krzyknął do króliczków: „Pomożecie, Prosiakowi? – Pomożemy!” – odpowiedziały chórem zwierzęta. A cenzora zatkało. Kazał scenę wyciąć, bo towarzysz Gierek nie mógł kojarzyć się dzieciom z prosiakiem.

Innym wrogiem systemu okazał się Piesek Kruczek. Tak się złożyło, że Kruczek to było nazwisko jakiegoś ważnego sekretarza partii. „Trzeba to usunąć! – stwierdził cenzor. – Towarzysz nie może przypominać psa!”. I znów nożyczki poszły w ruch.

Uszatek był grzeczny aż do bólu, a jego wychowania pilnie strzegły „panie z telewizji”, jak się o nich mówiło w Se-Ma-Forze. Raz była awantura, że miś poszedł spać do łóżeczka i nie ściągnął papci. Innym razem, że pałaszował łapką miód ze słoika i jednocześnie czytał książkę. – To te panie utopiły nasz serial – uważa reżyser Marian Kiełbaszczak. Miś musiał być wzorem do naśladowania i na żadne ekstrawagancje nie mógł sobie pozwolić.

- Czasami mnie nawet kusiło, żeby trochę sobie poszalał – mówi Sławomir Grabowski, autor komentarzy do bajki. – Musiałem jednak dość restrykcyjnie trzymać się książki Janczarskiego. Inaczej wszyscy by pomyśleli, że miś zwariował.

Miś zaczął podróżować po świecie. Był pokazywany w 22 krajach. Trafił do Ameryki, Kanady, Afryki i Azji. Do tej pory jest na ekranach w Finlandii i Słowenii. – Finowie mówią na niego „Nelle kuppacorwa” – śmieje się Marian Kiełbaszczak. Reżyser świetnie pamięta wystawę poświęconą bajkom w Finlandii. Se-Ma-For pokazał tam dwie duże gabloty ze swoimi lalkami. Ludzie od razu się do nich rzucili. Misie szły jak woda.