Lekcja 34

Na styku kultur

Dolina Issy
reż.: Tadeusz Konwicki

Syberyjska lekcja
reż.: Wojciech Staroń

Opracowanie: Dr Natasza Korczarowska

Ponowoczesny świat zdominowała polityka liberalnego multikulturalizmu. Definiuje ją poszanowanie wszelkiej odmienności i życzliwe zainteresowanie reprezentantami innych kultur (o czym świadczy poczytność biografii ludzi o skomplikowanych rodowodach etnicznych i popularność, jaką cieszą się egzotyczne kinematografie).

Zdaniem antropologów kultury, tak powszechna dzisiaj fascynacja „pograniczami”, bierze się z kryzysu uniwersalizmu, kryzysu myślenia faworyzującego centralistyczny, autorytatywny i zhierarchizowany model kultury.

W kontekście rodzimej twórczości szczególnego znaczenia nabiera możliwość dyskusji na temat wielokulturowej struktury polskiego społeczeństwa.

Po transformacji ustrojowej z 1989 roku, w publicznym dyskursie podjęto problem Kresów Wschodnich, stanowiący w dobie PRL-u temat tabu (jedną z nielicznych – uwikłanych jednak w konteksty ideologiczne – prób przełamywania owego tabu był kultowy tryptyk Sylwestra Chęcińskiego Sami swoi).

Polskie sentymenty narodowe „od zawsze” kierowały się w stronę wschodnich kresów Pierwszej Rzeczypospolitej, utraconych pod koniec XVIII stulecia - w stronę Litwy, Ukrainy, Białorusi, w stronę Wilna i Lwowa. Pogranicze wschodnie – w dużej mierze za sprawą traumatycznych wydarzeń powojennych - zajęło szczególne miejsce w obszarze narodowej pamięci. W kulturze doby PRL-u, na skutek działania cenzury, narastała tendencja do mitologizacji tych ziem. Narodził się mit Kresów jako ziemskiej Arkadii, w której bezkonfliktowo egzystowali przedstawiciele odmiennych kultur: polskiej, rosyjskiej, ukraińskiej czy żydowskiej.

PRL-owska propaganda forsowała ideę państwa jednonarodowego i monokulturowego. Socjalizm – jak podkreśla Dobrochna Dabert – ze swoją utopią tworzenia nowego społeczeństwa rozpoczął jej formowanie od wykorzenienia, rujnowania wrażliwości, niszczenia tradycji. Jakby na przekór „oficjalnie zadekretowanej” zasadzie homogenizacji społecznej powstawały filmy manifestacyjnie głoszące potrzebę obrony wielokulturowej tożsamości Polaków (wystarczy wspomnieć chociażby arcydzieła Wajdy Ziemię obiecaną i Kronikę wypadków miłosnych, trylogię śląską Kazimierza Kutza czy twórczość Filipa Bajona ewokującą - rzadko obecny na polskich ekranach - temat relacji polsko-niemieckich). Jak zanotował jeden z recenzentów przy okazji premiery Austerii Jerzego Kwalerowicza w 1983 roku: Jesteśmy w tej części Europy wrażliwi na rytuał. Rytuał łatwiej pozwala znieść niebezpieczeństwo. To część wspólnego nam wszystkim dziedzictwa, wspólny mianownik pozwalający za „polskie” uważać także to, co rusińskie, litewskie, białoruskie, żydowskie. Polskie są na równi Pan Tadeusz, Dolina Issy, Austeria.

W latach 90.,wraz ze zmianą kulturowego paradygmatu, pojawiła się ponowoczesna literatura regionalna. Nurt ten, zainicjowany debiutancką powieścią Pawła Huelle Weiser Dawidek z 1987 roku, w sposób modelowy realizować miał terapeutyczne funkcje sztuki: pomagać w odzyskaniu niezafałszowanej tożsamości, służyć rekonstrukcji przeszłości, zakorzeniać w tradycji. Była to proza stanowiąca do pewnego stopnia kontynuację tzw. „twórczości kresowej” Vincenza, Stempowskiego, Wittlina czy Miłosza.

Eksplozja „literatury kresowej” w latach 80. i 90. była wynikiem zniesienia cenzury, jaką po wojnie nałożono na twórczość podejmującą problematykę rejonów objętych ustaleniami konferencji w Jałcie. Twórczość ta miała charakter rozrachunkowy, a jej celem stało się odzyskiwanie obszarów przeszłości przez lata skutecznie zakłamywanej. Zdaniem Małgorzaty Czermińskiej, „demaskatorskie” utwory pisarzy nowej generacji wyróżniał sposób ujmowania tematyki Kresów, które dla większości tych autorów były jedynie mitem rodzinnym, a nie bezpośrednim, osobistym doświadczeniem. Kryterium wiarygodności tej literatury nie mogła być już zatem – jak w przypadku Miłosza czy Konwickiego - „sprawdzalność życiorysowa”. Pisarze, tacy jak Paweł Huelle czy Stefan Chwin ocalili żywotność mitologii „pogranicza” włączając ją w obszar duchowy swojej własnej, przez siebie wyznaczanej, małej ojczyzny.

Śladem ponowoczesnej literatury podążyło także współczesne polskie kino. Rezygnując z uprzywilejowanej przez „pokolenia kresowe” estetyki nostalgii, młodzi twórcy opowiadają o spotkaniu z kulturową innością. Te spotkania, jak dowodzi film Wojciecha Staronia, nie muszą być obciążone „przekleństwem pamięci”. Na styku kultur nie rodzą się już mity, lecz zapisy osobistych, czystko subiektywnych doświadczeń.

Komentarze Wideo

1/2

Komentarz prof. Tadeusza Lubelskiego - Na styku kultur

Komentarz subiektywny - Kto ty jesteś, reż. Paweł Ziemilski

Komentarz prof. Tadeusza Lubelskiego - Na styku kultur

Komentarz subiektywny - Kto ty jesteś, reż. Paweł Ziemilski