„Szkoła podstawowa”, reż. Tomasz Zygadło – konteksty literackie

Krzysztof Szewczyk

ETAP EDUKACYJNY

ponadpodstawowa

PRZEDMIOT

język polski

 Johann Wolfgang von Goethe, „Cierpienia młodego Wertera”.

 Powieść dostępna w serwisie Wolne Lektury.

1.  Przed obejrzeniem filmu poproś uczniów zebranie skojarzeń ze słowem „wychowanie”. Do zebrania odpowiedzi możesz użyć aplikacji Mentimeter. Krótko omów z uczniami najczęściej powtarzające się odpowiedzi.

2.  Po obejrzeniu filmu zapytaj uczniów:

  • Jakie cechy charakteru może kształtować w uczniach szkoła przedstawiona w filmie?
  • W których scenach filmu dzieci zachowują się najswobodniej?
  • Co ogranicza swobodę dzieci?

3.  Poleć uczniom lekturę fragmentu Cierpień młodego Wertera. Jeśli chcesz, możesz poprzedzić ją krótkim powtórzeniem na temat postaci dziecka w ideologii romantyzmu.

29 czerwca

Przedwczoraj zjawił się w domu komisarza, przybyły z miasta lekarz i zastał mnie siedzącego na ziemi pośród dzieci Loty. Kilkoro wspinało się po moich plecach, inne przekomarzały się ze mną, ja zaś łaskotałem to, które mogłem dosięgnąć, pobudzając je do niesłychanego wrzasku. Doktor jest sztywnym manekinem, rozmawiając, poprawia sobie manszety, układając je we fałdy oraz kręci się i skubie bezustannie swe ubranie. Poznałem po jego nosie, że postępowanie me uznał za niegodne rozsądnego człowieka. Nie zwracałem zgoła uwagi na jego niezmiernie mądre wywody i podczas gdy mówił, stawiałem dzieciom na nowo domki z kart, które poprzewracały. Udał się niebawem do miasta i rozgłosił, że Werter psuje do reszty dzieci komisarza i bez tego najokropniej w świecie rozzuchwalone i niesforne.

Tak, drogi Wilhelmie, dzieci są sercu memu najbliższe na ziemi. Patrząc na nie, dostrzegam w onych małych istotkach zarodki wszystkich tych zalet i sił, których im tak rychło będzie potrzeba. W uporze ich doszukuję się przyszłej stałości i siły charakteru, w zbytkach humoru i owej nieocenionej zdolności przemknięcia mimo niebezpieczeństw, jakie gotuje życie; widzę to wszystko w pełni istnienia nietknięte i nie zepsute, a wówczas powtarzam sobie zawsze, raz po razu złote słowa nauczyciela ludzkości: — Bądźcie, jako jedno z tych maluczkich! — A pomyśl mój drogi tylko… oto miast traktować je, jako pierwowzory nasze, postępujemy z dziećmi, jak z niewolnikami! Czyż nie mają mieć swej woli! Wszakże my robimy, co nam się podoba, skądże tedy prawo do przywileju takiego? Stąd, że jesteśmy starsi i rozsądniejsi? Wielki Boże, z nieba swego spoglądasz na same jeno stare i młode dzieci, bo poza tym nie ma nic, zaś syn twój od dawna już obwieścił wszystkim głośno, które z nich przypadają ci lepiej do serca. Niestety ludzie wierzą w Boga, a nie słuchają jego słów… to stare jak świat… a przeto wychowują swe dzieci na swe własne podobieństwo! Bywaj zdrów, Wilhelmie, pora skończyć tę całą gadaninę.

4.  Poproś uczniów o wynotowanie najważniejszych tez Wertera na temat wychowania.

5.  Odtwórz ponownie pierwszą scenę filmu (00:00–00:56) oraz scenę rozmowy dziewczynek (03:13–03:59). Zapytaj uczniów, które z przekonań Wertera na temat dzieci mogłyby zostać zilustrowane przez te fragmenty? Dlaczego?

Po lekcji uczeń:

Cele ogólne:

  • odczytuje rozmaite sensy dzieła;
  • dokonuje interpretacji porównawczej.

Wymagania szczegółowe:

  • wyróżnia argumenty, kluczowe pojęcia i twierdzenia;
  • czyta utwory stanowiące konteksty dla tekstów kultury poznawanych w szkole;
  • dostrzega w świecie konflikty wartości (…) oraz rozumie źródła tych konfliktów;

 

Witold Gombrowicz, „Ferdydurke”.

 Lektura w formie słuchowiska dostępna w Ninatece.

1.  Przed lekturą fragmentu tekstu, jeśli cała lektura została już omówiona, przypomnij wraz z uczniami główne problemy i pojęcia powieści Gombrowicza. Jeśli chcesz powtórzyć i utrwalić te zagadnienia możesz polecić lekturę artykułu, który znajdziesz TUTAJ. Dla podsumowania twórczości autorów końca lat trzydziestych możesz zaproponować wysłuchanie słuchowiska Było ich trzech: Witkacy, Schulz, Gombrowicz  zrealizowanego przez Polskie Radio (słuchowisko dostępne jest w serwisie Ninateka).

I oto przed nami — nie, nie wierzę własnym oczom — gmach dosyć płaski, szkoła, do której Pimko ciągnie mnie za rączkę pomimo płaczów i protestów i w którą wpycha mnie przez furtkę. Przybyliśmy akurat podczas wielkiej pauzy, na szkolnym podwórku spacerowały w kółko istoty pośrednie, od lat dziesięciu do dwudziestu, spożywając drugie śniadanie, złożone z chleba z masłem albo z serem. W płocie, okalającym podwórko, były szparki, a przez te szparki zaglądały matki i ciotki, nigdy niesyte swych pociech. Pimko z rozkoszą wciągnął w rasowe rurki szkolny zapach.

— Cip, cip, cip — zawołał. — Maluś, maluś, maluś... A jednocześnie jakiś kulawy inteligent, zapewne dyżurny nauczyciel, podszedł do nas z oznakami wielkiej czołobitności względem Pimki.

— Profesorze — rzekł Pimko — oto mały Józio, którego pragnąłbym wpisać w poczet uczniów szóstej klasy, Józiu, przywitaj się z panem profesorem. Zaraz pogadam z Piórkowskim, a tymczasem oddaję go panu, niech się wdroży w życie koleżeńskie. — Chciałem protestować, lecz szastnąłem nogą, wietrzyk lekki powiał, gałęzie drzew się poruszyły, a wraz z nimi pęczek włosów Pimki. — Mam nadzieję, że będzie dobrze się sprawował — rzekł stary pedagog gładząc mię po główce.

— No, a jak tam młodzież? — zapytał ciszej Pimko. — Widzę, chodzą w kółko — bardzo dobrze. Chodzą, gwarzą między sobą, a matki ich podglądają

— bardzo dobrze. Nie ma nic lepszego od matki za płotem na chłopca w wieku szkolnym. Nikt nie wydobędzie z nich bardziej świeżej i dziecięcej pupy niż matka dobrze ulokowana za płotem.

— Pomimo to wciąż są za mało naiwni — poskarżył się kwaśno nauczyciel. — Nie chcą być jak młode kartofelki. Nasadziliśmy na nich matki, ale i to jeszcze nie wystarcza. Wciąż nie możemy wydobyć z nich świeżości i naiwności młodzieńczej. Nie uwierzy pan kolega, jak pod tym względem są oporni i niechętni. Nie chcą wcale.

— Na umiejętności pedagogicznej wam zbywa! — skarcił Pimko ostro.

— Co? Nie chcą? Muszą chcieć! Zaraz pokażę, jak się pobudza naiwność. O zakład, że za pół godziny będzie podwójna dawka naiwności. Plan mój jest następujący: zacznę obserwować uczniów i dam do poznania w sposób możliwie najbardziej naiwny, że uważam ich za naiwnych i niewinnych. To ich naturalnie rozjątrzy, będą chcieli wykazać, że nie są naiwni, i wtenczas dopiero popadną w prawdziwą naiwność i niewinność, tak słodką dla nas, pedagogów!

— Czy nie sądzi pan jednak — zapytał go nauczyciel — że insynuować uczniom naiwność to chwyt pedagogiczny cokolwiek niedzisiejszy i anachroniczny?

— Właśnie! — odparł Pimko. — Dajcie mi jak najwięcej tych anachronicznych chwytów! Anachroniczne są najlepsze! Nie ma nic lepszego nad prawdziwie anachroniczny chwyt pedagogiczny! Te miłe maleństwa, wychowywane przez nas w idealnie nierealnej atmosferze, tęsknią nade wszystko do życia i rzeczywistości i dlatego nic ich tak nie boli jak własna niewinność. Ha, ha, ha, zainsynuuję im zaraz niewinność, zamknę ich w tym dobrodusznym pojęciu jak w pudełku i zobaczycie, jacy staną się niewinni!

I schował się za pień dużego dębu, nieco na uboczu, a mnie wychowawca wziął za rączkę i wprowadził między uczniów, zanim zdążyłem wyjaśnić i zaprotestować. Wprowadziwszy puścił i zostawił w samym środku. Uczniowie chodzili. Jedni dawali sobie sójki albo prztyczki — inni z głowami w książkach kuli coś bez przerwy, palcami zatykając uszy, jeszcze inni przedrzeźniali się albo podstawiali nogi, a wzrok ich błędny i tumanowaty ślizgał się po mnie nie odkrywając mego trzydziestaka. Przystąpiłem do pierwszego z brzegu — przekonany byłem, że cyniczna farsa musi się skończyć lada chwila.

— Kolega pozwoli — zacząłem. — Jak kolega widzi, nie jestem...

Lecz ten krzyknął :

— Patrzcie Novuskolegus Obskoczyli mnie, któryś wrzasnął:

— Gwoliż jakim złośliwym kaprysom aury waszmość dobrodzieja persona tak późno w budzie się pojawia?

Inny znowu pisnął śmiejąc się kretynoidalnie:

— Azaż amory do jakiej podwiki wstrzymały szanownusa kolegusa? Z a-liż zadufały kolegus opieszały jest?

Słysząc tę pokraczną mowę umilkłem, jakby mi kto język skręcił, oni zaś nie przestawali, jak gdyby nie mogli — lecz im okropniejsze były te wyrazy, z tym większą lubością, z maniackim uporem babrali w nich siebie i wszystko wokoło. I mówili — białogłowa, niewiasta, podwika, balwierz, Febus, miłosne zapały, skrzat, profcsorus, lekcjus polskus, ideałus, chutnie. Ruchy mieli niezdarne — twarze szpikowane i faszerowane — a głównym ich tematem były bądź to — w młodszym wieku — części płciowe, bądź to — w starszym — sprawy płciowe, co w połączeniu z archaizacją i łacińskimi końcówkami tworzyło cocktail wyjątkowo wstrętny. Wyglądali jak wetknięci w coś, jak umieszczeni w czymś niedobrze, źle umiejscowieni w przestrzeni i w czasie, coraz zerkali na nauczyciela albo na matki za płotem, kurczowo1 łapali się za pupy, a świadomość ciągłej obserwacji utrudniała im nawet spożycie śniadania.

2.  Po lekturze tekstu ustal uczniami w formie rozmowy kierowanej, jaka relacja zachodzi pomiędzy Józiem a Pimką. Zwróć uwagę na środki językowe zastosowane przez Gombrowicza – poproś o ich nazwanie i określenie ich funkcji.

3.  Odtwórz ponownie sceny, w których klasa dokonuje oceny zachowania Grzegorza oraz jego wypowiedź podsumowującą całą sytuację (04:00–08:22) oraz wypowiedzi na temat szczerości wobec nauczycieli (09:47–11:58). Zapytaj uczniów:

  • Jakie funkcje szkoły wskazaliby na podstawie obejrzanych fragmentów i fragmentu Ferdydurke?
  • Jaki typ osobowości ucznia preferowany jest w szkole zdaniem Pimki i uczniów wypowiadających się w filmie?
  • Czy któryś z przykładów podanych przez dziewczynę wypowiadającą się w drugim fragmencie można zilustrować przykładem z Ferdydurke?

4.  „Więcej nie wiem, więcej nie powiem – w szkole mnie nauczono odpowiadać na pytania.” – czy taka postawa obecna jest obecna dzisiaj? Poproś uczniów o przygotowanie odpowiedzi na to pytanie, w której odwołają się do filmu Zygadły i Ferdydurke.

 

Po lekcji uczeń:

Cele ogólne:

  • odczytuje rozmaite sensy dzieła;
  • buduje wypowiedzi o wyższym stopniu złożoności.

Wymagania szczegółowe:

  • wskazuje zastosowane w utworze środki wyrazu artystycznego i ich funkcje;
  • rozpoznaje konwencję literacką;
  • wskazuje charakterystyczne cechy stylu danego tekstu, rozpoznaje zastosowane w nim środki językowe i ich funkcje w tekście;
  • wskazuje różne sposoby wyrażania wartościowań w tekstach;
  • odczytuje treści alegoryczne i symboliczne utworu.