"Dookoła świata, 5.9.1971 [rubryka: opinie]

Zagadka

Janusz S.

Obejrzałem w telewizji arcybzdurę pt. Hydrozagadka. Miała to być filmowa komedia. Dziwna to była jednak komedia, skoro - a oglądałem to dziwadło w gronie kilku osób - uśmiechnęliśmy się tylko raz, gdy Dobrowolski tłumaczył przemówienie Asa.


Nie pisałbym o tym do Was, lecz raczej do pisma filmowego, gdyby w związku z tym filmem nie nasunęły mi się pewne myśli - o uczciwości, o gospodarzeniu publicznym groszem, o szacunku (do siebie!) występujących w tym filmie świetnych przecież aktorów, wreszcie o kształtowaniu gustów.

Rozczarowany widz na prawo zapytać, kto zatwierdził ten pożal się Boże scenariusz, kto zlecił go do produkcji, kto wreszcie puścił na ekran. Dlaczego krytykuje się robotnika, gdy produkuje "chałę", dlaczego usiłujemy robić wszystko, by w dziedzinie materialnej produkcji zerwać wreszcie z brakoróbstwem, dlaczego tyle wysiłku wkładamy w rozpropagowanie hasła dobrej roboty - a równocześnie w produkcji "duchowej" jesteśmy aż tak tolerancyjni?

Rozumiem, że film może się nie udać; w żadnym kraju nie rodzą się same "Oskary" - ale co innego film nieudany, a co innego kicz! Czekam na dalszą twórczość reżysera Hydrozagadki. Bóg mi świadkiem, że nawet nie wiem, jak on się nazywa.