„KINO” 1996, nr 9, s. 4-5

Wyjście robotników z zakładów "Cegielskiego"

O realizacji filmu Filipa Bajona „Poznań ‘56”Rozmawia: SŁAWOMIR ZYGMUNT


28 czerwca 1956 roku był pogodnym, sło­necznym dniem. Tego dnia prawie wszyscy mieszkańcy Poznania wyszli na ulice, by wziąć udział w protestacyjnym pochodzie. Byli oszukiwani, dość mieli niesprawied­liwości. Hasła na niesionych transparen­tach żądały „chleba i wolności”. Dotarli do centralnego punktu miasta, którym był Plac Mickiewicza (wtedy Plac Stalina). Potem rozegrał się dramat. Padły strzały, polała się krew, zginęli ludzie. Teraz, po 40 la­tach, reżyser Filip Bajon wraca do tamtych tragicznych wydarzeń w swoim filmie „Po­znań 56”.


Mówi Filip Bajon: 

Nakręciłem ten film dlatego, te byłem świadkiem tamtych wy­darzeń. Gdybym nie widział tego na własne oczy, to pewnie bym się nie podjął. Poznań ma swój koloryt lokalny, który wcale nie jest łatwo uchwycić. Wydaje mi się, że ja potrafię. Byłem wtedy dzieckiem, miałem 9 lat. Mieszkałem w Poznaniu, w dzielnicy Jeżyce. Teraz to prawie centrum miasta. Towszystko się działo niedaleko mojego do­mu. Widziałem demonstrację i zdobycie więzienia. Wybiegliśmy z kolegami z po­dwórka, bo nagle coś zaczęło się dziać.

Tak samo wybiegają z podwórka gnani ciekawością dwaj bohaterowie filmu  „Po­znań ‘56”. Obydwaj mają po 14 lat. Przyłą­czają się do demonstracji i... dają się por­wać biegowi wydarzeń.

 Proszę nie zapominać, że wtedy – w roku 1956 — jeszcze nie było telewizji i dla młodego chłopaka nie było zbyt wiele at­rakcji. Bawiliśmy się w chowanego, w woj­nę, graliśmy w piłkę. Nagle na ulicy za­czętą się prawdziwa wojna. A jak coś takie­go się dzieje, dzieci nie upilnujesz. Polecą z ciekawości. Dlatego w Poznaniu zginęło 1dzieci, wśród nich był Romek Strzałkow­ski. Jeden z moich bohaterów ginie dokład­nie tak samo jak zginął Romek.

Film otwiera scena z filmu braci Lumiére „Wyjście robotników z fabryki w Lyo­nie”, po której następuje wyjście robotników z poznańskich zakładów „Cegiels­kiego”. Akcja rozgrywa się podczas tego jednego dnia - 28 czerwca 1956 roku, od rana do późnej nocy. W filmie pokazane są wydarzenia autentyczne, a więc demonstra­cja ludności, wiec pod komitetem KW PZPR, rozbijanie więzienia, starcie pod gmachem Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego, pacyfikacja miasta

Pokazuję właściwie wszystkie te wydarzenia, które wtedy się rozegrały, ale oszczędnie. Nie chodziło mi o to, żeby nakręcić film batalistyczny. Zresztą do dys­pozycji miałem tylko trzy stare czołgi T—34, o i tak jeden z nich o mało nie przejechał operatora i kamery.

Film kończy fala represji, które zaczyna­ją się późną nocą. Władza ludowa „odcina rękę podniesioną na socjalizm”. Jest jesz­cze kilkuminutowy epilog, który rozgrywa się parę miesięcy później. To wtedy miały miejsce procesy zatrzymanych podczas Wypadków Czerwcowych. Tym scenom towarzyszy puszczone przez miejskie me­gafony słynne przemówienie mecenasa Stanisława Hejnowskiego, który bronił skazanych.

Do wszystkich swoich filmów Filip Ba­jon scenariusze pisał sam. Tym razem po­magał mu Andrzej Górny.

Andrzej Górny był wtedy moim kolegą, trochę starszym ode mnie. W Wypadkach Czerwcowych w Poznaniu w 1956 stracił oko. To on napisał nowelę literacką, na której podstawie później napisaliśmy sce­nariusz. Główny bohater zmienia się w tra­kcie akcji, na początku i na końcu filmu to są dwie różne osoby. Czternastoletni chło­pak w ciągu tego jednego czerwcowego dnia przedwcześnie dojrzewa.

Film będzie czarno-biały.

Tak pamiętam te czasy. Jak zamykam oczy, to widzę to w czerni i bieli.

W głównych rolach dziecięcych wystą­pili Mateusz Hornung i Arkadiusz Walkowiak.  W męskich - Michał Żebrowski i Tadeusz Szymków. W rolach drugoplano­wych gra plejada wspaniałych aktorów, między innymi: Jan Nowicki, Daniel Olb­rychski, Jerzy Radziwiłowicz, Janusz Ga­jos i Władysław Kowalski.

Grają profesorów uniwersyteckich, którzy na stacji Poznań Główny zostali zamknięci  wwagonie przestawionym na­stępnie na bocznicę. Uwięzieni profesoro­wie przesiedzieli   w nim cały dzień. Niewie­le widząc, usiłowali komentować przebieg wypadków. Jednym  z nich był profesor Grynberg. Opowiedział mi o tym jego syn.

Reżyser nie zdecydował jeszcze, kto bę­dzie autorem muzyki w jego filmie. Kiedyś współpracował z Michałem Lorencem.

Po raz pierwszy w życiu nie wiem, jaka powinna być muzyka w moim filmie. Im więcej czasu spędzam na montażu „Poznania ‘56”  tym mniej o tym wiem. Być może nie będzie żadnej muzyki.

Reżyser stanowczo odcina się od przy­puszczeń, że zrobił film rocznicowy. Nie chciał robić filmu kombatanckiego, martyrologicznego, politycznego, rozrachun­kowego.

To, że zdjęcia do filmu zbiegły się z 40. rocznicą Wypadków Czerwcowych, to przy­padek. Umówiliśmy się z Fundacją Poznań 56, że nic na siłę nie będziemy robić. Chodziło mi o to, żeby zrobić film, a nie wystawić laurkę.

Reżysera irytuje pytanie, dla kogo miał­by być ten film, kogo zainteresować? A przecież nie jest ono pozbawione sensu. Ludzie są już zmęczeni polityką, odrzucili interesujący film Kazimierza Kutza „Śmierć jak kromka chleba” o wypadkach w kopalni Wujek w grudniu 1981 roku...

Dla kogo ten film nakręciłem? Żyję w kraju, który się nazywa Polska i na­kręciłem ten film dla Polaków. A zrobiłem go tak, żeby był zrozumiany również przez innych.