„KINO” 2009, nr 3

Sami wobec wielkiej próby

Grażyna Bohenek


Tym, od czego uciekamy, jest doświadczenie obojętności świata, a próby przezwycięże­nia tej obojętności stanowią ośrodkowy sens ludzkich zma­gań z losem w jego codzienno­ści i w jego ekstremach.

Leszek Kołakowski, „Obecność mitu”

Świat „33 scen z życia” Małgorzaty Szumowskiej to świat w którym nie ma Boga - a przynajmniej pozostaje On nierozpoznany. Nie tylko nie ma Boga - nie ma też innej Wiel­kiej Narracji, nie ma Mitu, który wypełniłby lub wyjaśnił pustkę po stracie najbliższych.  Bo choć śmierć Boga ogłoszono już dobrą chwilę temu, to dziś - jakby na nowo, bo po raz pierwszy dla syna czy córki - umierają ludzie, którzy zawsze do tej pory byli.


Nihilizm, który widzi w filmie Szumowskiej Piotr Wojciechow­ski ("Kino" 2008, nr 12), to nic in­nego, jak próba poradzenia sobie ze śmiercią w sytuacji, gdy nie ma Nikogo i Niczego Większego, kto/co mogłoby pomóc, pocieszyć, dać uspokojenie. Ale czy ta­kie postawienie sprawy oznacza sytuowanie się poza kulturą - co stanowi najpoważniejszy zarzut autora w stosunku  do reżyserki „33 scen"?

Autor artykułu pisze: 

Wszystko co jest kulturą, co jest religią, jest w pewnym sensie receptą na przeżywanie śmierci i dziwi się jak można szukać pomysłów na życie poza tymi systemami. Czy może być tak, aby twórca kultury - reżyser, pisarz, kompozy­tor, kapłan, filozof, fotografik - znalazł się poza kulturą, stracił więź ze źródłami sensu, widział sens jako purnonsens? 

Wydaje się, że to właśnie śmierć jest tym doświadczeniem, które każe bar­dziej krytycznie przyjrzeć się wszelkim znanym i narzucają­cym się Mechanizmom Pociesza­nia.  A teksty kultury oswajają ze śmiercią, ale w momencie próby receptą przecież nie będą. Punkt wyjścia zawsze będzie podobny. Odkrycie bezsensu odchodzenia, odkrycie swojej bezradności wo­bec tego faktu, poszukiwanie czegoś, co jednak będzie pewne i stabilne.

Na przeżywanie śmierci nie ma żadnych recept - powiedzia­ła Szumowska. Jak ma się to do tego, że wcześniej we wspo­mnianym przez Wojciechowskie­go dokumencie „A czego tu się bać" takie właśnie recepty poka­zała? Otóż pewnie ma się w ten sposób, że są to recepty przepisa­ne dla innych pacjentów. Nie są one wyrafinowane, ale skutecz­ne. Dają mieszkańcom mazur­skich wsi może nie uciszenie i spokój, ale włączają w pewien bezpieczny świat ustalonych za­sad i zachowań. Szumowską ten świat zafascynował, znalazła w nim ludową mądrość - jakkol­wiek banalnie może to za­brzmieć - mądrość ludzi, którzy w obliczu śmierci drogich sobie osób chcą znaleźć odpowiedzi na nękające ich wątpliwości oraz strach. Szumowska jest wiejskim sposobem myślenia poruszona  i zaskoczona, ale to nie jest jej doświadczenie i nie będzie ono dla niej pocieszeniem Nie chodzi tu nawet o wspomniany brak wyrafinowania, przeciwstawie­nie chłopskiej prostoty i intelek­tualnego namysłu, ale raczej o świadomość konwencjonalności i umowności tamtych rozwią­zań. Niczym etnografka reżyser­ka je odnotowała, zachwyciła się (bezpretensjonalnością, wiarą, oczywistością, naturalnością) sa­ma jednak zachowała dystans badacza.

I ten właśnie dystans podziela z Szumowską bohaterka jej fabu­larnego filmu. Co prawda na ekranie Julia nie boryka się z żadnymi receptami, ba, w ogó­le nie ma z nimi do czynienia ale to dlatego, że nie musi już niczego sprawdzać; wie, że opar­ciem byli dla niej ludzie. Przede wszystkim ci właśnie, których teraz zabrakło.

Co uderza w „33 scenach z ży­cia"? Niezwykłe wyczulenie na umowność, na społeczny cha­rakter ludzkich zachowań, a tak­że na ich psychologiczną uży­teczność. I odrzucenie—niejako z góry i z pełną premedytacją wszelkich konwencji. Taka postawa wobec świata charaktery­zuje nie tylko Julię: bohaterka nie jest wyjątkiem. Otaczają ją ludzie, którzy także są nieufni wobec wszelkich rytuałów i przyjętych norm. Zbolałe miny w szpitalu, współczucie dla umierającej, wzajemne wspiera­nie się rodziny, ubieranie zmarłej – wszystkie te zachowania zosta­ją wywrócone na lewą stronę, zaglądamy im pod podszewkę i widzimy szwy. Ginie gdzieś krój tego ubrania (przebrania?), ma­my głównie to, co pod spodem, co wyciąga się rzadko, a już na pewno nie skupia na tym uwagi. Toż to czysta postmoder­nistyczna gra z tym, co ukryte, zakryte, ujawnianie dna. Ale w tym akurat przypadku ta gra nie ma nic wspólnego z dekonstrukcją dla samej dekonstrukcji.

Tu chodzi o doświadczenie egzystencjalne, o śmierć. Emocje są prawdziwe. Żal  i bezradność. Osamotnienie. Rozpacz.

W umieraniu i śmierci osób bliskich najdotkliwsze jest to wła­śnie, że stają się wobec nas obojętni, zatopieni niejako bezpowrot­nie w miejsce, skąd demonstracyj­nie okazują nam zupełny brak zainteresowania nami

pisał Le­szek Kołakowski. Śmierć bliskich budzi niepokój i antycypuje śmierć własną. I sprawia, że czło­wiek w przejmujący sposób do­świadcza obojętności świata. Stąd też siła filmu Szumowskiej -dzięki jego formalnej doskona­łości, widz zostaje włączony w to doświadczenie.

Wojciechowski sugeruje, że rozpadanie się świata, pokazane w filmie, ma wymiar nie kosmiczny a środowiskowy. Ekra­nowy pozbawiony wartości świat wyrósł z doświadczenia nie-uniwersalnego, dlatego wnioski, jakie z niego wyciągnie­my, nie mogą mieć uniwersalne­go charakteru. Artykuł Wojcie­chowskiego to obrona przed cha­osem i zamętem, wołanie o war­tości, o które można się oprzeć. Szumowska takiego oparcia dać nie chce. Odwołując się znów do Kołakowskiego: charaktery­styczne dla niej wydaje się takie działanie, by przyjąć do wiado­mości obojętność świata w pełni zrozumienia i utrwalać te sytu­acje wspólnoty z ludźmi, które są nam dostępne, odpychając poku­sy rozwiązań doskonałych, szuka­jąc satysfakcji cząstkowych; za­niechać daremnych starań, aby świat uczynić przyjaznym, stawić czoło jego wiecznemu nieoswojenia. Zostają więc relacje z innymi ludźmi, relacje niedoskonałe, często tymczasowe. Julia godzi się na to. Świat nie będzie już spójny. Ale powinien być znośny.

Tyle tylko, że sam autor „Obecności mitu" zauważa, iż nie jest pewne czy jest to projekt wy­konalny. Poczekajmy więc do na­stępnego filmu Małgorzaty Szu­mowskiej, ale jej dzisiejszą dia­gnozę trzeba uszanować.