"Gazeta Wyborcza", nr z dnia 16.05.1995 r

Przymiarka do życia

Katarzyna Bielas

Większości pytań, które zadaje ludziom Tomaszek, ja nie miałbym odwagi zadać. To może tylko dziecko. Nie wymyśliłbym także: ,,W życiu wszystko się może przytrafić", co zrobił mój sześcioletni syn - mówi Marcel Łoziński, autor filmu "Wszystko się może przytrafić", który otrzymał w tym roku trzy nagrody na festiwalu w Oberhausen.


Przez park w Łazienkach, od ławki do ławki, pędzi na hulajnodze chłopaczek w czerwonej kurteczce. Ma pod nią dwa mikrofony i nadajnik. Nikt o tym nie wie. Tomaszek przepytuje starych ludzi z sensu życia.

W przerwach fika koziołki, przygląda się łabędziom, liczy tulipany, siusia. Słońce świeci, drzewa się zielenią, ptaszki śpiewają, alejką przed kolorowym ogonem kroczy paw.

Słychać Johanna Straussa - muzykę, której słuchali w młodości rozmówcy Tomaszka. Teraz siedzą na ławkach, samotni.

Chłopczyk rozmawia ze starymi ludźmi (z odległości prawie 100 metrów rejestrowała to ukryta kamera Arthura Reinharta). Zaczyna się od spraw błahych, kończy na ostatecznych.

Rozmawia o grzechu, wojnie, chorobach, biedzie, szczęściu, starości, śmierci. Nie zgadza się na nią.

- Jak ktoś umrze, to nie znaczy, że już go nie spotkasz - mówi do starszego pana.

Znajduje wyjście:

- Może tak się stać, że śmierć będzie, później skończy się śmierć i on ożyje.

Pyta innego:

- Kiedy ja będę miał tyle lat, co Pan, to Pan będzie jeszcze żył?

- Nie, już nie będę żył. To byłoby trochę za długo.

- Ale może się tak stać, że może Pan żyć.

Po czym targuje się o długość jego życia - można żyć 115,103,104,105 lat...

Może nawet i 600. Wszystko się może przytrafić. Ale bardzo rzadko - tak jak spotkanie małego dinozaura.

Wszystko jest ciekawe

Chłopczyk jest otwarty, wrażliwy i ciekaw ludzi. Nikt go nie instruował ani nie podsuwał tematów. Sam zaczepiał ludzi. Ma to w zwyczaju. Znają go sąsiedzi i wszystkie ekspedientki w dzielnicy.

W nominowanym do Oscara filmie "89 mm od Europy" Marcela Łozińskiego parę lat młodszy Tomaszek został wypuszczony na peron w granicznym Brześciu. Zapytał robotnika o skaleczony palec. Tak nawiązany został kontakt Wschodu z Zachodem, a rozmowa stała się symbolem nowych czasów. Teraz, po śmierci dziadka, chłopiec zadaje pytania egzystencjalne.

Kiedy miał cztery miesiące, poszedł do paryskiego żłobka, w którym bawiły się zgodnie wszystkie narodowości świata. Mali Żydzi i Arabowie, Serbowie i Chorwaci, cała Afryka. Potem przyszło przedszkole PKP w Warszawie. W domu też ciągle ludzie. Chłopiec nie ma zahamowań, wszystko jest dla niego dostępne i ciekawe.

Gdy zobaczyłem, jak i o czym rozmawia z ludźmi, postanowiłem zrobić film, zderzyć początek życia z jego końcem, nadchodzące i odchodzące pokolenie - mówi Marcel Łoziński. - Pomyślałem, że to ostatni moment, zanim przytłumi Tomaszka szkoła, konwenans. Ufałem mu, ale nie sądziłem, że uda mu się do tego stopnia ludzi otworzyć.

Człowiek nie powinien być sam

Tomaszek podchodzi do każdego z sercem na dłoni, wydobywa z ludzi osobiste wspomnienia. Ujawnia także swój system wartości: ważne jest zdrowie i pieniądze, jak ktoś jest bogaty, powinien dawać biednym, wojna nie wiadomo, po co jest, chociaż fajnie jest strzelać z helikoptera w grze komputerowej. Porównuje zbieranie butelek przez bezdomną ze sprzątaniem mieszkania przez mamę, rozważa, co by zrobił po rozwodzie rodziców. Lepiej, żeby to jednak nie nastąpiło. Wie, że powinno się żyć w rodzinie. Na pewno człowiek nie powinien być sam.

- Sama jest Pani? - pyta bezdomną z Dworca Centralnego. - To się Pani rozwiodła? Kto został w Pani domu?

- Ale jak się wszystko zgadza, można żyć razem do końca świata - odpowiada mężczyźnie tłumaczącemu przyczyny rozwodu.

- Czego Pani brakuje w życiu? - zagaduje samotną nauczycielkę. - Kiedy ostatni raz Pani płakała?

- Często, nawet w tej chwili chce mi się płakać. Skończona rozmowa.

- A Pani jutro tu będzie? Na tej samej ławce. Ja też tu jutro będę.

Film Łozińskiego to poetycki traktat o przemijaniu. Jego głównym tematem i niemym bohaterem jest samotność. Widzi się ją, mówi o niej albo milczy. Mały chłopczyk przypomina ją ludziom i na chwilę rozprasza.

- Nie znoszę samotności. Sam widok ludzi siedzących samotnie na ławkach porusza mnie.

Kiedy robiłem film, najbardziej zaskoczyło mnie, że ci ludzie - bez względu na to, jak oceniają swoje życie - pogodzili się ze starością.

- Mam jednak nadzieję, że mój synek nie będzie nigdy siedział na ławce sam - mówi Łoziński.

Pamięć i wyobraźnia

W tym filmie to, co najważniejsze, dzieje się w ludzkich głowach - w pamięci starych i wyobraźni dziecka. Także naszej. Słyszymy fragmenty rozmów, które odsłaniają wspólne doświadczenie. Zdania, które padają, są sygnałami, znakami na powierzchni losu.

Rozmowy można by poprzestawiać -w ciągu czterech miesięcy zmontowano 20 wersji filmu, z 10 godzin zostało niecałe 40 minut. Byłby to inny film, ale o tym samym, rozmowy wciągałyby w głąb ludzkiej wspólnoty.

Tomaszek nazywa je "przepytywankami". Nie jest pewne, czym dla niego są. Mimo że ciekaw ludzi - nie przeżywa przecież ich problemów. To jeszcze nie jego życie.

Dotknął czyjegoś losu, coś zrozumiał, przed czymś uciekł. Wypróbował dorosłość w wyobraźni. Potargował się o wiek staruszka, spróbował nawet zaprzeczyć śmierci... po czym po prostu odjechał na hulajnodze. Pustą alejką. Sam. Przeciął mu drogę paw z podkulonym ogonem.

Dla Tomaszka to przymiarka do życia. Dla Marcela Łozińskiego - pierwszy, tak osobisty, zadedykowany nieżyjącemu ojcu, film.