"Film" 1979, nr 49

Pionek jako figura

Janicka Bożena


Amator

Reżyseria: Krzysztof Kieślowski.

Wykonawcy: Jerzy Stuhr, Małgorzata Ząbkowska, Ewa Pokas i inni.

Polska, 1979

Ktoś powiedział, że Krzysztof Kieślowski zrobił film o magii i przedmiocie magicznego kultu. Magią jest wszystko, co dzieje się z ludźmi na widok filmowej kamery, przedmiotem kultu ona sama. Prawda, lecz pod warunkiem, że w tym miejscu nie postawi się kropki; do odkrycia pozostają bowiem mechanizmy oddziaływania owego totemu.


Trzeba zacząć od tego, że pokazywane przez Kieślowskiego zafascynowanie magią kamery nie jest w przypadku wszystkich bohaterów tej samej natury. Zresztą już w czasach kiedy magia funkcjonowała jako rzeczywistość, nie jako metafora, inny stosunek do totemu miał czarownik, inny wioskowa starszyzna, a jeszcze inny zwyczajni, prości dzicy. Doprowadzając paralelę do współczesności nietrudno spostrzec, że zjawiska te, a dałoby się je chyba usytuować na obszarze społecznej psychologii, nie są dziś znowu tak bardzo odmienne. A więc tzw. szary człowiek ma do patrzącego nań oka obiektywu stosunek naiwny, stanowiący połączenie atawistycznego lęku przed jawnym okłamywaniem tego świadka z nieodpartą potrzebą przedstawienia się od najlepszej strony; ośrodki dyspozycyjne na całym świecie traktują to magiczne oko w sposób pragmatyczny, jako instrument, za pomocą którego ukształtować można pewien obraz rzeczywistości, co byłoby podejściem całkowicie nowoczesnym, gdyby nie mąciła go domieszka atawistycznego przeświadczenia, że w ten magiczny sposób można przekształcić samą rzeczywistość; wreszcie stosunek posługujących się kamerą twórców, najbardziej skomplikowany, łączący obrazoburstwo z kultem, przeniesiony bez zmian z namiotu czarownika do nowoczesnego studia filmowego czy telewizyjnego. Wspólne dla wszystkich trzech odmian wydaje się przeświadczenie, że nazwać i utrwalić - to znaczy uświęcić. A raz uświęcone - nieważne, jakie było przedtem lub naprawdę.

Można to wszystko powiedzieć również językiem sloganu: pragnienie pozbycia się anonimowości - wiara w środki masowego przekazu -skomplikowana sytuacja artysty we współczesnym świecie.

Kieślowski zrobił bowiem film o swoim zawodzie, o jego kontaktach z rzeczywistością społeczną, co należy do natury tego zawodu, a więc i o samych zjawiskach społecznych.

Trudno byłoby znaleźć w tym celu lepszą sytuację niż ta, w jakiej osadził swego bohatera. Amator to ktoś, kto już wziął do ręki kamerę, ale nie oddzielił się jeszcze od swego środowiska, kto już filmuje, ale nie robi takiego kina jak w kinie, lecz próbuje innego.

Wstępna charakterystyka głównej postaci: skromny człowiek, dobry, pracowity, porządny. Ceni sobie to, co ma - pracę, mieszkanie, rodzinę - o wiele bardziej niż inni, bo wyrósł w domu dziecka. Cecha niestandardowa: wrażliwość, nieokreślone pragnienie czegoś więcej - piękna. Kiedy mówi, że wymaluje mieszkanie na biało, chodzi nie tylko o kolor ścian, to postać marzenia. Kiedy nie może oderwać się od koncertu w telewizorze, chociaż goście czekają, trudno oprzeć się wrażeniu, że idzie mu o coś więcej niż o muzykę, że ten skromny człowiek żyje z jakimś wewnętrznym pragnieniem tak silnym, że w dziewiętnastowiecznej powieści powiedziano by pewnie- zew. Wstępna charakterystyka środowiskowej sytuacji społecznej: cisza, każdy tam coś robi, nie pytając o resztę, coś idzie naprzód, ale widzi się dopiero, jak przyszło, nie nasza sprawa, byleby był spokój.

Porównywaliśmy już kamerę do totemu, teraz należałoby ją porównać do bomby, żeby było ściślej, z opóźnionym zapłonem. Jej wybuch narusza obie struktury; tę pierwszą, wątlejszą, osobistą niszczy, tę drugą destabilizuje, a więc odrobinę zmienia. Pora zaniechać mitologizowania i zapytać, jakie mianowicie zjawiska psychologiczno-społeczne powołuje do życia ów kawał szkła i metalu, czyli zadać to samo konkretne pytanie, które stawia się każdemu urządzeniu technicznemu: w jakim kierunku poszerza możliwości posługującego się nią człowieka.

Amator Kieślowskiego, Filip Mosz, zaopatrzeniowiec fabryki w Wielicach, w której domyślamy się głównego potentata w miasteczku, z kamerą w ręku ma szansę przekształcić się w kogoś, z kim się liczą i kto musi liczyć się ze swoją nową sytuacją. Słowem - z szaraczka, pana Nikt, pilnującego tylko swoich małych spraw, zmienia się w obywatela, który ma odczuwalny wpływ na otaczającą go rzeczywistość społeczną, lecz razem z tą nową pozycją musi przyjąć cząstkę odpowiedzialności za to, co się wokół niego dzieje.

Naruszenie struktury, jakiego dokonuje Filip Mosz, polega na zakwestionowaniu pewnych reguł gry, z którymi ta struktura próbuje sobie radzić omijając je bokiem. Wtajemniczony wreszcie w ten mechanizm Mosz, zrozumiawszy jego działanie, nie rozumie jednak sprawy głównej: dlaczego należy przystosować się do złych praktyk, zamiast próbować je zmienić? Klasyczny model tej sytuacji znaleźć można w radzieckiej "Premii" Mikaeliana. Pytania Filipa Mosza z "Amatora" są skromniejsze, na miarę faktów, z którymi się styka. Istota jest jednak podobna: jacyś ludzie, którym - jak powiedziałby może Filip Mosz sprzed roku - nikt za to nie płaci, domagają się wyjaśnień, pokonując tym samym pierwszy próg na drodze uzdrowienia sytuacji.

Cena, którą zapłacił za swe wyemancypowanie Filip - załamanie się życia osobistego - była ogromna, ponieważ pułap aspiracji jego otoczenia jest niezmiernie niski. Wyraźnie sformułowany przez żonę Filipa brzmi tak: żeby mieć święty spokój. Zaburzenia w strukturze wywołane jego działaniem są bardzo widoczne, bo poziom aktywności społecznej i życia społecznego w jego środowisku jest niewiele wyższy. Konstatacja tego stanu, a więc pierwszy krok do zmian, jest częścią społecznego przesłania "Amatora". W scenariuszu opublikowanym przed rokiem w ,, Dialogu" ; stan ducha bohatera określa autor tak: "To co ważne przestało być dla niego tak bardzo ważne, to co kiedyś w ogóle w życiu nie istniało - zaczynało nabierać wartości". Zmieniając nieco punkt widzenia, "Amator" jest i o tym, co się dzieje z człowiekiem, który patrzył tuż pod nogi, a teraz zaczyna patrzeć szerzej, widzieć szerzej, czuć i rozumieć więcej.

Styl Kieślowskiego, charakterystyczny dla kina stworzonego przez jego generację, zastępujący szorstką potocznością dawną atelierową stylizację, osiąga tu wyraz o wiele pełniejszy niż w "Bliźnie". Zarysowały się wyraźnie jego cechy osobiste: słuch językowy, np. ten króciutki dialog między Filipem i dyrektorem: "chciałbym zrobić film o wycieczce" - "aha, o akcji socjalnej". Zwięzłość charakterystyk psychologicznych, przykład znowu z rozmowy dyrektora z Filipem: ,,niech pan nie krzyczy" - "chcę krzyczeć i będę krzyczeć" - "to niech pan krzyczy, słucham". W ogóle dar skrótu, lapidarność, rzeczowość.

W przedostatniej scenie Filip kieruje kamerę na siebie; wszystko, co widzieliśmy wcześniej, było więc jego spowiedzią. "Amator" jest również czymś w rodzaju wyznania autora mówiącego nie tylko o swej własnej zawodowej sytuacji, lecz o ambicjach i nadziejach tej formacji w naszym kinie, do której należy. Spowiada się sam i próbuje z czegoś wyspowiadać swoje społeczeństwo.