"Film" 2000, nr 8

Nieśmiałe dziewczynki palą inaczej

Anita Piotrowska

Na warszawskiej Pradze dzień jak co dzień. Kobiety objuczone siatkami wychodzą ze sklepu spożywczego. Mężczyźni sączą piwo. Pod nogami plączą się dzieci Przechodnie nie wiedzą, że obserwuje ich kamera filmowa. Nagle do wychodzącego ze sklepu mężczyzny podbiega dwóch wyrostków, przewraca go i zaczyna kopać. Ekipa filmowa wstrzymuje oddech - jak na tę inscenizowaną scenkę zareagują przechodnie? Dzieci odsuwają się i z bezpiecznej odległości przyglądają się całemu zajściu. Kobiety przyśpieszają kroku, mężczyźni ze stoickim spokojem dalej piją piwo. Dzień jak co dzień w warszawskim blokowisku...


W ten właśnie sposób powstaje paradokumentalny film Roberta Glińskiego „Cześć, Tereska”. Ma to być opowieść o dojrzewaniu. 15-letnia Tereska (Ola Gietner) nie potrafi znaleźć nikogo, kto zaspokoiłby jej głód uczucia. Zaprzyjaźnia się z inwalidą (Zbigniew Zamachowski) pracującym jako portier w zakładzie jej matki. Szybko okazuje się, że portier żywi wobec dziewczynki uczucia bynajmniej nie ojcowskie. Tereska czuje się zdradzona, postanawia się zemścić. Dochodzi do tragedii.

- Batalia o ten film trwała trzy lata - mówi reżyser. - Zanim przekonałem do produkcji TVP rozmawiałem z pięcioma producentami i dwiema innymi stacjami telewizyjnymi. Wszyscy byli zachwyceni scenariuszem, uważali jednak, że film o tak drastycznej tematyce nie zainteresuje widza. W końcu, w akcie desperacji, wybrałem odtwórczynię głównej roli, chwyciłem kamerę wideo i sam zacząłem rejestrować wydarzenia z jej życia: komunię, akademie szkolne. Może część tych materiałów wejdzie do filmu.

Film będzie zrealizowany nietypowymi środkami. - Chcemy, by widz miał kłopoty z odróżnieniem scen dokumentalnych i fabularnych -mówi operator Petro Aleksowski. - Będzie czarno-biały. Zdjęcia kręcimy „z ręki”, część scen będzie nieostra, niedoświetlona. Nie będzie żadnych postsynchronów, dźwięk nagrywamy jednocześnie ze zdjęciami. Kilka kluczowych postaci odgrywana jest przez naturszczyków. Spora część scen jest improwizowana.

Długo trwało poszukiwanie odtwórców głównych ról dziecięcych. W końcu reżyser wybrał kilkoro dzieci z ośrodków socjoterapeutycznych.

- Znalezienie odtwórców pierwszoplanowych postaci nie było łatwe. Bądź co bądź to na nich spocznie główny ciężar filmu. Chodziło mi o specyficzny sposób ekspresji, którego nie mogły zapewnić dzieci z tzw. dobrych domów.

Następnego dnia kręcona jest jedna z najtrudniejszych scen filmu. Tereska ma zaatakować portiera. Zdjęcia rozpoczęły się o 9 rano, skończą się przed północą. Robota posuwa się bardzo powoli. Wszyscy są podenerwowani. Reżyser jest niezadowolony, krzyczy do Oli Gietner:

- Źle palisz papierosa. Zaciągasz się jak dorosła, małe nieśmiałe dziewczynki palą inaczej.

Wyjmuje jej papierosa z ust i pokazuje, jak powinna się zaciągać. Ola się nie zgadza:

- Ktoś, kto nie umie palić, zaciąga się inaczej.

Do dyskusji włącza się cała ekipa. Każdy ma swoją teorię dotyczącą tego, jak palą małe dziewczynki, i gotów jest bronić swego zdania do upadłego. Najwyższa pora rozładować napięcie. Reżyser zarządza przerwę na obiad. Wykorzystuję przerwę, by porozmawiać ze Zbigniewem Zamachowskim.

- Nie będę w tym filmie miłym, przyjemnym facetem, fajnym kumplem, równym gościem - śmieje się. - „Cześć, Tereska” jest zupełnie inna od moich poprzednich ról. Mój bohater to alkoholik, inwalida, człowiek nieumiejący poradzić sobie z samotnością. Najtrudniej będzie sprawić, by widzowie choć trochę polubili graną przeze mnie postać.

Rozmowę przerywa nam dziwny hałas. Jakieś 100 metrów od nas siedzi staruszek, pracowicie gniecie puszki po piwie i wrzuca je do worka. Ma ich niewyobrażalną ilość. Wszyscy zachodzimy w głowę, po co on to robi.

Zgniecione łatwiej zanieść do punktu skupu - rzuca ktoś. - Fenomenalne, muszę mieć taką scenę w filmie - stwierdza reżyser i rusza w stronę staruszka. - No to już wiemy, od czego rozpoczynamy jutrzejsze zdjęcia - śmieją się członkowie ekipy.