"Film" 1966, nr 6

Króki metraż. Augustowska saga

E. Smoleń-Wasilewska

Tytuł najnowszego filmu Władysława Ślesickiego "Rodzina człowiecza" wydaje się skądś znajomy. To przecież temat słynnej wystawy fotograficznej, którą przed paru laty oglądaliśmy także w Polsce.


Zresztą, autor filmu wprost przyznaje się do inspiracji, cytując na wstępie charakterystyczne zdjęcie z tamtego zestawu; swój film, poświęcony rodzinie chłopów z augustowskiego, otwiera kartką z albumu "Family of Man". Podkreślam te związki, bo nie pierwszy to raz Ślesicki — autor filmów tak bardzo osobistych — powołuje się na pewne związki, które łączą jego wypowiedzi ze zjawiskami ogólniejszymi. Wcześniejszy "Portret małego miasta" powstał podobno dzięki Impulsowi, jaki dała reżyserowi teatralna inscenizacja "Naszego miasta" Wildera. W "Górze" znów powołuje się Ślesicki na powieść Marii Kownackiej. W konsekwencji filmowej realizacji jego utwory daleko odchodzą od tych, które wyzwoliły pierwszy projekt. Wspominam o tym po prostu jako o ciekawostce z zakresu psychologii twórczości.

Kolejne filmy Ślesickiego dają okazję do prześledzenia, jakim jest on niezrównanym mistrzem nastroju. Jego dokumenty, czy raczej pełne poezji impresje, konstruują z drobnych obserwacji obraz mający znaczenie metaforyczne.

"Rodzina człowiecza" jest w swej pierwszej, bezpośredniej warstwie zapisem codziennej powszedniej krzątaniny kilkorga ludzi — rodziny niemal patriarchalnej. Każdy ma tu swoje miejsce i rolę we wspólnie prowadzonym domu i warsztacie pracy. Ta właśnie umiejętność patrzenia na codzienność a zarazem przekazywania jakiejś ogólniejszej wiedzy czy może tylko przeczuć na temat losów i życia ludzi, daje tym filmom specyficzną rangę. Można czuć dla Ślesickiego prawdziwy respekt, że zawierzając swej sympatii do bohaterów każe kamerze wiernie ich opisywać, odkrywać piękno i dostojeństwo prostego życia. Ślesicki znalazł znakomitego partnera w operatorze Bronisławie Baranieckim. Ich filmy — mówiąc o ludziach — powstają w jakimś ogromnym związku z przyrodą. Baraniecki potrafi swymi zdjęciami przekazać nie tylko zewnętrzny kształt świata, ale niemal smak i zapach towarzyszący jego poznaniu. Bardzo piękny film.