"Studio" 1974, nr 8

Film o całym życiu [fragment]

Z reżyserem Krzysztofem Kieślowskim rozmawiał Andrzej Kołodyński


— Reżyser - dokumentalista w pana rozumieniu nie może wiec ograniczać się tylko do rejestrowania rzeczywistości?

— Należałoby odpowiedzieć, że może - ale naprawdę jest inaczej. Reżyser prowokuje jednak sytuacje według pewnych założeń, buduje je, czasami stwarza, czasami odtwarza. Chciałbym wierzyć, że dzieje się tak z powodów technicznych i organizacyjnych. Nie zawsze konieczne są takie ingerencje. Równie dobry wynik można osiągnąć zaprzyjaźniając się z bohaterami filmu. Człowiek przed kamerą musi wiedzieć i wierzyć, że chce się od niego tylko szczerości i prawdy. Wtedy ją daje.

— Ale czy samym faktem swojej obecności twórca filmowy nie ingeruje w życie do tego stopnia, że narzuca wypadkom określony kierunek?

— Nie. To trzeba ściśle rozgraniczyć. Mogę prowokować lub programować scenę, potrzebną w łańcuchu scen składających się na film, ale zdecydowanie nie chce wpływać na losy wybranych przeze mnie bohaterów. Mam nadzieję, że nigdy nie będę ingerował tak głęboko. Jeżeli podpowiadam temat do rozmowy przed kamerą, to musi być on sformułowany na tyle szeroko, żeby nie poddawał gotowych odpowiedzi, ale pozwalał na ujawnienie własnych postaw rozmówców. Najciekawsze w tego rodzaju filmie jest właśnie to, że nigdy nie wiadomo jak się skończy, nie wiedza tego ano bohaterowie, ani autor.