"Ekran" 1958, nr 15

"Eroica" — dwie twarze bohaterstwa

Zbigniew Safjan

Warszawski cwaniak, zalany Dzidziuś-spekulant nie przywdział odpowiednio udrapowanej togi bohaterskiej. Wyglądałby w niej zresztą dość zabawnie, zwyczajny człowiek, którego aspiracje życiowe i pretensje do świata są tak przyziemne, że można by je zapewne łatwo zaspokoić w kilku dobrze zaopatrzonych sklepach. A jednak dokonał nielada wyczynu, dowiódł, że nie brak mu odwagi, a wreszcie zdecydował się na powrót do płonącego miasta, choć mógł całkiem spokojnie wegetować przy ładniutkiej żonie. I to wszystko bez koturnu, bez odpowiednich fanfar, nawet bez akompaniamentu w postaci dostatecznie głębokich przeżywań wewnętrznych. 


Żadnego dramatu, żadnych konfliktów na miarę narodową, doskonały brak wzniosłości; Dzidziuś idzie, zalewa się, rozmawia, jest niekiedy postacią z groteski, czasem bywa nieco cyniczny, czasem można się zeń śmiać - a przecież gra rolę bohaterską i to całkiem serio.

Czy tak ukazana dzidziusiowa ofiarność jest istotnie, jak twierdzą niektórzy, nie tylko szarganiem i spłycaniem rzeczy świętych, ale także ewenementem bez precedensu w - tradycjach narodowych? Sądzę, że nie, bohaterstwo bez togi zostało już odkryte przed Stawińskim. Patrząc na wędrówkę Dzidziusia spieszącego po odsiecz wśród wybuchających pocisków i płonących domów, przypomniałem sobie Sienkiewicza. Ta wyprawa w zasadniczym zarysie jest przecież niczym innym jak historią oblężonego Zbaraża - tyle tylko, że po pomoc do króla idzie nie Skrzetuski ale Zagłoba. I rzeczywiście: gdyby Sienkiewicz właśnie jemu kazał dokonać tego czynu, bohaterska epopeja musiałaby wyglądać dokładnie tak jak u Stawińskiego. Kozackie okopy, tatarskie strzały, pękające faskule i pijany w sztok szlachcic, który unika cudem wszelkich niebezpieczeństw i, choć drży o własną skórę, dociera jednak do obozu królewskiego. Tego rodzaju scena mieści się absolutnie w konwencjach Trylogii, Sienkiewicz mógłby ją z powodzeniem napisać. Gdyby tak się stało, czy zamiana Skrzetuskiego na Zagłobę wywołałaby także oskarżenie o świętokradztwo? Oczywiście, nie. Czynów heroicznych dokonywanych przez ludzi całkiem nie bohaterskich jest u Sienkiewicza mnóstwo. Wystarczy sobie przypomnieć chwilę, gdy ten sam Zagłoba po śmierci Podbipięty z niezwykłym męstwem skacze z okopów na szeregi kozackie, wystarczy wskazać Rzędziana - tego pierwszego polskiego szabrownika - który jak Górkiewicz umie dbać o swoją kieszeń i jak Górkiewicz umie w razie potrzeby nałożyć głowy. Dlaczego jednak to, co Sienkiewiczowi uchodziło na sucho, wywołało takie wzburzenie wielu czytelników opowiadania Węgrzy i widzów filmu Eroica? Po prostu dlatego - że między Sienkiewiczem a Stawińskim był jeszcze Żeromski. To on właśnie stworzył kanon męstwa tragicznego, męstwa bez kompromisów, a z całkowitym samopoświęceniem, kanon, który ciągle jeszcze obowiązuje w polskiej świadomości. Formuła wielkiego pisarza będzie zawsze niemal taka sama: w Popiołach, Wiernej Rzece, Róży. Model bohatera, jeśli uwzględnimy cechy podstawowe i wspólne choćby dla Olbromskiego. Cedry czy Czarowica, musi kształtować się w dramatycznych spięciach i w bolesnych konfliktach. Poświęcenie jest tu zaprzeczeniem zwyczajności, bohater decyduje się świadomie na samopalenie, ofiarę dla ojczyzny traktuje jako akt najwyższej rangi, pozostając wzorem i dając początek legendzie. Nie każdy, oczywiście, ma w tej konwencji prawo do bohaterstwa - Dzidziuś i Zagłoba byliby go pozbawieni - ale każdy może uznać konieczność poświęcenia i wagę przykładu, który naśladować należy.

Nie upraszczajmy: autorowi Róży nie o to tylko chodzi, by bohater był na koturnach, ale i o to, by istniała świadomość ofiary, którą składa się z siebie samego w służbie spraw uznanych za najważniejsze. Ofiara może być pełna, jeśli przedtem rozstrzygnięty został konflikt wewnętrzny, podjęta decyzja motywująca czyn, który ma być spełniony i nadająca mu odpowiednią wartość. Rzecz nie koniecznie musi dotyczyć walki, choć właśnie podczas niej najłatwiej o takie sytuacje. Cóż warta byłaby choćby Judymowska decyzja poświęcenia się bez reszty gruźliczym przedmieściom, gdyby przedtem nie należało wyrzec się Joasi? Cóż wart byłby patriotyzm Rozłuckiego z Urody Życia, gdyby nie potwierdzało go wyrzeczenie się Tatiany? Żołnierz ginący w okopach jest po prostu jedną z miliona zabijanych niepotrzebnie istot. Żołnierz, który przedtem uznał konieczność własnego poświęcenia, zostanie bohaterem.

Łatwo, oczywiście, znaleźć w naszej literaturze po Żeromskim wiele przykładów tej samej postawy. W jakiejś mierze odnajdziemy ją także w Kolumbach - tematycznie najbliższych Eroice. Chłopcy z rocznika 1920 muszą przeżywać dramat narodowy niejako w pełnych wymiarach, odczuwają tragiczność swojego losu, służą ojczyźnie płacąc cenę uświadomionych wyrzeczeń. Można z ich odwagi uczynić wzór, są oczywiści i stanowczy w swojej postawie heroicznej.

Dzidziuś z Eroiki nie należy do tej rodziny. Gdyby jego rolę w Powstaniu spełniał któryś z Kolumbów przekradając się tak jak on przez linie niemieckie i wracając potem do Warszawy, nie istniałaby żadna podstawa do protestów. Ale Dzidziusia pozbawiono dramatyzmu, nie przez to, oczywiście, że kazano mu pić, ale przez to, że uczyniono go tak doskonale zwyczajnym. Jego wędrówka nie była drogą na Golgotę, ale czymś rozumiejącym się samo przez się, czego dokonywa się całkiem po prostu, tak jak po prostu, bez heroicznych gestów i świadomości wyjątkowego znaczenia swego czynu, wybiera się z Częstochowy Kmicic, by wysadzić największą szwedzką kolubrynę. Równie zwyczajnie i prozaicznie Kmicic ze swymi "kompanionami" - obwiesiami spod ciemnej gwiazdy - dokazywał poprzednio cudów męstwa w wojnie przeciwko Chowańskiemu.

W formule na heroiczność, której Zagłoba czy Dzidziuś są zaprzeczeniem, obowiązywała zasada, że tak napiszę, "przedustawnego powołania", z którego później rodził się mit, wzór czy legenda. Zwyczajność jest jej antytezą. Nie jakaś typowość, bo rzecz jasna, Dzidziuś nie jest postacią charakterystyczną dla powstania warszawskiego, ale zwyczajność w tym sensie, że konieczności moralne, skłaniające do spełniania czynów trudnych czy wręcz bohaterskich, stały się oczywiste także dla Dzidziusia czy - nawet dla Dzidziusia. Twierdzenie, że zwyczajność deprecjonuje wagę heroizmu jest nieporozumieniem; Dzidziuś nie miał ochoty odgrywać roli Skrzetuskiego, Zagłoba bardzo by się bał, gdyby mu kazano iść ze Zbaraża, ale jeden i drugi umieliby uznać konieczność i w pełni jej się podporządkować.

I jeszcze jedno. Czy ci, którzy oburzają się na Górkiewicza w Eroice, nie rozumieją, jak dalece jest ona komplementem dla polskiej psychiki narodowej? W jakim kraju obowiązek - i to dobrowolny - walki, byłby tak powszechny, że potrafiłby porwać nawet Dzidziusiów?

Powracając do Sienkiewicza, twórcy Eroiki nie zapomnieli jednak o Żeromskim. Z faktu, że bohaterstwo nie musi być zakrojone na miarę legendy, nie wyciągają wniosku o bezużyteczności mitów w życiu narodu. Dowodzi tego część druga filmu, w której legenda, heroiczna ale fałszywa, okazuje się ważnym i koniecznym elementem kształtującym zbiorową odporność i wolę wytrwania. Istotnie, Zagłoba jest bardzo ludzki, a jednak choć zakatrupił Burłaja nikt nigdy nie wołał: "Bądźcie jak Zagłoba", tylko "Bądźcie jak Skrzetuski". Mity i legendy można, oczywiście, dowolnie deprecjonować czy odbrązawiać, ale trudno zaprzeczyć ich użyteczności. Są w ostatecznym rachunku jednym z czynników tworzących taką atmosferę, w której Dzidziuś musiał wrócić do Warszawy, chociaż mógł zostać z żoną w Zalesiu.

O tym, która z tych postaw: Sienkiewicza czy Żeromskiego posiadać ma większą wartość społeczną, decyduje zawsze moment historyczny. Bohaterstwo Zagłoby czy Rzędziana jest do przyjęcia tylko w ramach historiozofii optymistycznej. Nie przypadkiem w Popiołach, zawierających tak ogromny kawał starej Rzeczypospolitej, zabrakło postaci szlacheckiego wesołka i facetusa. Taka postać musiałaby razić tam, gdzie rzecz jest tragiczna, beznadziejna i z góry skazana na przegraną. Zagłoba oczekujący śmierci w Radziwiłłowskim więzieniu mógł zachować dobry humor, ponieważ Sienkiewicz był przekonany, że przy "boskich auxiliach każdą klęskę da się zamienić w zwycięstwo". Podobnie optymistycznie widzą ostateczne perspektywy twórcy Eroiki: nie minie rok, a Warszawa, spalona wprawdzie i zniszczona, będzie jednak wolna. Takich pocieszających widoków nie mógł mieć Żeromski. Przyznam, że dla mnie sienkiewiczowskie widzenie problemu jest znacznie ciekawsze, szersze, obejmuje większą skalę postaw, daje bogatsze możliwości kształtowania charakterów ludzkich. Każda z postaci sienkiewiczowskich jest indywidualnością odrębną i zamkniętą; bohaterowie Żeromskiego wyglądają jak rodzeni bracia. Podobnie w Eroice mieszczą się postacie z Kolumbów, natomiast w powieści Bratnego brak miejsca dla osoby Dzidziusia - jej bohaterowie są, właściwie, jak u Żeromskiego "rozłożonym na głosy" jednym człowiekiem.