"Kino" 1973, nr 5

Eksplikacja

Krzysztof Zanussi

Mój ostatni film, "Iluminacja", powstał w okolicznościach dość szczególnych. Zrealizowałem go bez scenariusza. Formalne skierowanie do produkcji uzyskałem na podstawie noweli, która była tylko luźnym szkicem mych zamiarów, zaopatrzonym w tak zwaną eksplikację, czyli wyłożenie intencji autora.
Dla celów buchalteryjnych powstał później scenariusz i scenopis, ale naprawdę ani razu nie zaglądałem do nich na planie; dlatego też teraz, mając już za sobą gotowy film, wolę odwołać się do tych notatek, które w rzeczywistości były jedynym materiałem literackim, z jakiego mogłem korzystać przy pracy.
Film oczywiście w wielu miejscach odbiega od pierwotnych zamierzeń, pozostawiłem jednak dawny tekst nie zmieniony, uzupełniając go tylko kilkoma wyjaśnieniami zamieszczonymi na końcu.


Tytuł nie ma nic wspólnego z widowiskiem "son et lumiere" ani nawet z oświetleniem Starówki. Może w scenariuszu przybędzie mi jeszcze imię bohatera np.: "Iluminacja Franciszka". Asocjacja ze światłem nie jest wszakże zupełnym przypadkiem. We wszystkich językach Europy światło metaforycznie łączy się z myślą. Mówimy zwykle o jasności umysłu, blasku wiedzy, olśnieniu; innymi słowy — rzecz jasna jest zrozumiała. (Brak światła: ciemnota i mrok nieodparcie kojarzą się z głupotą).

Tytuł poniższego scenariusza sięga do tradycji filozofii uprawianej w średniowieczu. "Iluminacja", czyli oświecenie, oznaczało nagły przypływ wiedzy, który zdarzał się czasem świętym mędrcom i filozofom. Według Augustyna warunkiem tego stanu była czystość serca.

Archaiczne nieco pojęcie "Iluminacji" będzie miało w filmie wyraz gorzki, jeśli nie szyderczy. Mój bohater nie dozna żadnego olśnienia — przeciwnie, jego intelektualna biografia znaczona jest chwilami gwałtownych rozczarowań i zwątpień. Ale mimo wszystko, tym co pozwala mu tyle razy odzyskiwać równowagę jest nadzieja, że kiedyś, w jakiejś chwili życia suma wszystkich wysiłków intelektu złoży się na jedną jasną, klarowną całość pozwalającą zrozumieć sens otaczającego nas świata. Mało współczesny termin w tytule ma pewien związek z postacią głównego bohatera, który nie jest zaprzeczeniem tego, co stanowi najpowszechniejszą postawę: konkretnego trzeźwego praktycyzmu.

Wydaje mi się wszakże, że mimo pozorów dziwaczności, bohater mój będzie w stanie wyrazić pewną powszechną i bardzo głęboką tęsknotę do tego, by świat, poprzez naukę i wiedzę, stał się bardziej zrozumiały i bardziej ludziom życzliwy.

Zapis zdarzeń w niniejszej noweli może stwarzać wrażenie chaosu. Nie mogę niestety obiecać, że zniknie on w scenariuszu, który z pewnością do końca zdjęć będzie ulegał nieustającym przemianom. Chaos ten wynika z dwóch powodów. Po pierwsze mam ambicje powrócić do pewnych poszukiwań formalnych (ściślej dramaturgicznych), których nieśmiałe próby czyniłem w "Strukturze kryształu". Chodzi mi o narrację opartą na ostrym montażu, w którym poszczególne mało ważne wydarzenia ukazują się na mgnienie oka, a fragmenty, które uważam za istotne, rozrastają się o wiele szerzej. Ta rwana narracja jest w moim mniemaniu dość specyficznie filmowa i dlatego w zapisie literackim niełatwo ją odczytać.

Dalsze prace nad scenariuszem wymagają niezwykle szerokiej dokumentacji naukowej i niemniej trudnych poszukiwań obsady, od których zależy wiele konkretnych rozwiązań. Dlatego też proszę o wstępne skierowanie filmu na podstawie tej noweli.

Drugie ograniczenie związane z niniejszym tekstem wynika z faktu, że liczne sekwencje będą miały charakter w pełni dokumentalny. W najbardziej ogólnym zarysie mój zamysł polega na tym, aby fikcyjnego bohatera wpuścić w świat realnie istniejących ludzi, zetknąć go z autentycznym światem uniwersytetu, gdzie poszczególne osoby (najczęściej z kręgu moich osobistych przyjaciół) wystąpią przed kamerą grając jakby samych siebie; przed nimi mój fikcyjny bohater będzie zdawał swoje egzaminy i radził się w swoich życiowych tarapatach. Nie jestem w stanie bardziej szczegółowo przewidzieć ich reakcji i dialogów — domyślam się ich tylko; znając ich poglądy na życie i rolę nauki, mam prawo przewidywać, że wypadną one dużo ciekawiej aniżeli w poniższym szkicu.

Równolegle do tych wątków i postaci jest w filmie cała sfera przeżyć osobistych bohatera, które będą ukazane tradycyjnie, w formie inscenizowanej "pod dokument" fabuły. Zakładam, że wystąpią w nich aktorzy nieznani, przemieszani z amatorami.

Pozostaje na koniec niebagatelne pytanie, które raz po raz stawiam sobie samemu — czy tak postawiony temat może przyciągnąć widownię, czy jest sens realizować go dla kina, a nie, na przykład, dla telewizji? Przedkładając niniejszy tekst (zgłoszony w Zespole już przed rokiem) miałem czas przemyśleć sprawę dość głęboko i we własnym sumieniu przesądziłem ją pozytywnie. Przede wszystkim film nie będzie bardzo drogi. Poza tym w swojej istocie nie będzie trudny do zrozumienia, bogaty w obrazie, z masą wątków, postaci; w każdym razie będzie łatwiejszy w oglądaniu aniżeli w lekturze. Poza tym wszystkim spełni chyba warunek pewnej wyjątkowości, która dzisiaj decyduje o tym, że widz rusza z domu do kina. Nie sposób też w telewizji przedstawić tych drastyczności (myślę o sekwencjach medycznych) ani też tych wielu rozterek, które przeżywa bohater. Co więcej, film jest wyraźnie adresowany do młodych i w najprostszej warstwie zdarzeniowej koresponduje z ich warunkami życia, z ich sytuacją życiową. Jeżeli przy tym uda mi się ukazać bohatera tak, by był człowiekiem fascynującym w swej rozterce, to wówczas będę miał prawo liczyć, że zasięg filmu nie ograniczy się do kręgu publiczności kin studyjnych i klubów.

Już w pobieżnym zapisie noweli widoczny jest pewien zamiar, który chciałbym zawczasu wyjaśnić. Chodzi o przeplatanie warstwy fabularnej filmu wstawkami o charakterze — rzekłbym — eseistycznym. Zamysł ten jest najśmielszą ambicją niniejszej propozycji. Literacki rodowód tego chwytu wywodzi się zapewne z prozy Tomasza Manna. Wydaje mi się wszakże, że mógłby być płodny dla filmu. Praktycznie biorąc chciałbym, aby pewne fragmenty wywodów były ilustrowane odpowiednio materiałem obrazowym i aby głos narratora wyjaśniał w paru słowach zagadnienie tak, by widz nie znajdował się obok poruszanych zagadnień, ale w nich uczestniczył. Będzie to wymagało wstawek animowanych i temu podobnych tricków.