"Film" 2001, nr 10

Dziewczynka z naszego podwórka

Tomasz Tiuryn

Obszar, na jaki wkracza swoim najnowszym filmem Robert Gliński, nie jest już od pewnego czasu kulturową białą plamą. Przede wszystkim dzięki wysiłkom reporterów i publicystów, choć również dzięki takim filmom jak "Poniedziałek", "Inferno" czy "Że życie ma sens", niewesoły obraz życia na polskich blokowiskach na trwałe zaistniał w zbiorowej świadomości. 


Ten kontekst powoduje, że ani pesymizm obrazu "Cześć Tereska", ani problemy, jakie reżyser stara się wskazywać - rozpad rodzinnych więzi, brak autorytetów, złe podwórkowe przyjaźnie - nie są już niczym zaskakującym. Prawdą jest oczywiście, że jeśli jakiś fakt społeczny pozostaje niezmienny, a przy tym jest tak dojmujący jak życiowa nędza wielkich osiedli, to próby zwracania nań publicznej uwagi wciąż mogą mieć swoje uzasadnienie. Z drugiej jednak strony spektakl filmowy rządzi się własnymi prawami, a świeżość spojrzenia, przełamanie utrzymującej się tonacji decydują często o randze dzieła.

Nie sposób odmówić filmowi "Cześć Tereska" klasy - w filmie Glińskiego widać nie tylko ogromny wysiłek, by wszystkie elementy przedstawionego świata zagrały jak najbardziej wiarygodnie, ale dostrzec można w nim również próbę syntezy, literacki szlif, który ma nadać opowiadanej historii bardziej ogólne znaczenie. Nie jest też niczym dziwnym, że tego rodzaju perspektywa - realistyczna i uogólniająca zarazem - znalazła uznanie w oczach jurorów z Karlowych Warów. A jednak - kiedy oglądamy "Cześć Tereska", mając w pamięci wszystko, co zostało powiedziane na temat życia w cieniu bloków - musimy uznać, że najciekawsze jest w tym filmie to, co znajduje się na jego marginesie, co wydaje się wyjątkiem od reguły.

Takim właśnie motywem jest w "Cześć Tereska" szansa na ucieczkę do lepszego świata - wątek ten rozpoczyna film, jest pierwszym rysem charakteryzującym główną bohaterkę. Jej zdolności, zainteresowania i nie do końca uświadamiane ambicje ustawiają ją w opozycji do środowiska, w którym wyrosła. Niestety, zanim Tereska ma możliwość stać się pełnowymiarową postacią, kimś, kto przeżywa własną, unikalną historię, wątek zanika, bohaterka staje się jednostkowym przykładem zbiorowego losu.

Tak samo dzieje się z każdym cieplejszym akcentem - film nie jest ich całkowicie pozbawiony, czy to dzięki tragiczno-komicznej postaci ojca w świetnym wykonaniu Krzysztofa Kiersznowskiego, czy to dzięki wątkowi dziwnej przyjaźni ze stróżem inwalidą (Zbigniew Zamachowski). Jednak ostatecznie w każdym wypadku dominuje czerń, jakby nad życiem bohaterów zawisło jakieś społeczne fatum. Być może właśnie jednobarwność tej pesymistycznej tonacji każe szukać niejednoznaczności w finałowej scenie filmu - rzucone mimochodem pozdrowienie brzmi w ustach dziecka jak nikły promyk nadziei, że być może nie wszystkie szanse zostały przegrane, że może istnieje jeszcze dla Tereski jakaś droga wiodąca z powrotem do społeczeństwa.

Jeżeli powtarzanie znanych już skądinąd społecznych diagnoz nie spycha filmu Glińskiego w banał, to zawdzięczać to należy przede wszystkim grze szesnastoletniej Oli Gietner - to ona swoją wyciszoną, skupioną kreacją uprawdopodabnia ewolucję głównej bohaterki. Jej milcząca i trochę nieprzenikniona twarz sprawia, że mamy świadomość, iż Tereska stoi dopiero u progu swojego życia, jest zupełnie nieukształtowana-to powoduje, że każdy scenariusz jest w jej przypadku możliwy. Może stać się kimś, zrealizować drzemiący w niej potencjał, ale może też go całkowicie zaprzepaścić, ulec środowiskowej presji, a nawet doprowadzić się do całkowitej życiowej klęski. Dzięki takim atutom, jak gra Oli Gietner, jak również dzięki wielu zepchniętym na margines wątkom, które nadają postaci Tereski bardziej indywidualny charakter, "Cześć Tereska" można uznać za film wzruszający, wciągający, ciekawy. Tyle że jednoznaczny i bezwzględny pesymizm uciekający od psychologicznego szczegółu w społeczne uogólnienie sprawia, że na plan pierwszy wysuwa się tu bezosobowa "waga tematu". Stąd na pewno film jest ważny i wart odnotowania. To dużo, ale i mało zarazem.

Reż.: Robert Gliński.

Scen.: Jacek Wyszomirski, Robert Gliński.

Zdj.: Petro Aleksowski.

Dźwięk: Lech Brański.

Wyk.: Ola Gietner, Karolina Sobczak, Zbigniew Zamachowski, Małgorzata Rożniatowska, Krzysztof Kiersznowski.

90'. Best Film.

Najciekawsze jest w filmie Roberta Glińskiego to, co znajduje się na jego marginesie, co wydaje się wyjątkiem od reguły, jak motyw szansy na ucieczkę do lepszego świata.