"Kino" 2005, nr 7-8

Długie życie fotoamatora

z Dariuszem Jabłońskim rozmawiała: Magdalena Sendecka

„Fotoamator” Dariusza Jabłońskiego, film o księgowym Walterze Geneweinie, autorze kolorowych slajdów z łódzkiego getta, i Arnoldzie Mostowiczu, zamkniętym w getcie żydowskim lekarzu, powstał w roku 1998. Od tego czasu zdobył wiele najważniejszych nagród na światowych festiwalach. I ciągle żyje. Wciąż jest pokazywany na całym świecie.


Mówi reżyser i producent, Dariusz Jabłoński:

„Fotoamator” ma premiery kinowe w kolejnych krajach. Właśnie wróciłem z Brazylii. Przez polską ambasadę, ambasadora Jacka Hinza, we współpracy z ambasadą Izraela, premiera „Fotoamatora” została pomyślana jako główny punkt obchodów 60. rocznicy zakończenia II wojny światowej i Światowego Dnia Holocaustu. Odbyły się trzy pokazy: w stolicy kraju, Brasilii, w Sao Paulo i w Rio de Janeiro. Wszystkie w ogromnych kinach, w Brasilii z udziałem całego korpusu dyplomatycznego, wszystkich ambasadorów. Później była trzygodzinna dyskusja, bynajmniej nie zdawkowa. Dyplomaci zachowali się zupełnie inaczej niż zwykle zachowuje się korpus dyplomatyczny, dyskusja była bardzo gorąca. Ambasador Niemiec w Brazylii podszedł do mnie ze łzami w oczach i powiedział, że dziękuje osobiście za ten film, ponieważ dał mu wiele jako Niemcowi. Zwróciło jego uwagę, ze film nie jest jednostronny, agresywny, lecz wnikliwie analizuje przyczyny ludzkich zachowań. Głównie chodziło oczywiście o księgowego Waltera Geneweina, ale niezwykła relacja Arnolda Mostowicza, wielkiego polskiego Żyda, była dla tych ludzi poruszająca.

W Sao Paulo 1.800 osób zebrało się w Hebraice, czyli Instytucie Kultury Żydowskiej, wśród nich wielu ludzi, którzy przeżyli Holocaust. Były na sali osoby, które przeżyły łódzkie getto od początku do końca.

W Rio projekcja odbyła się w synagodze, w ośrodku kultury żydowskiej, najważniejszym w Ameryce Łacińskiej, poprzedzona nabożeństwem za tych, którzy zostali zamordowani w czasie Holocaustu, z pięcioramiennym świecznikiem, do którego podchodzili ci, którzy przeżyli, a stracili wszystkich bliskich w Shoah i zapalali kolejne świece. W tym czasie rabin wyczytywał nazwy obozów koncentracyjnych. Nie przeżyłem jeszcze takiej projekcji. Płonął świecznik, śpiewał kantor, odbyła się wspólna modlitwa, a później pokazano film poprzedzony rozmową ze mną oraz z człowiekiem, który przeżył to getto i powiedział, że „Fotoamator” pokazuje każdy szczegół tak, jak on pamięta. Pytał, jak możliwe było osiągnięcie takiej prawdy na ekranie.

Odpowiedziałem, że gdyby nie osobowość Arnolda Mostowicza i jego odwaga głoszenia poglądów czasem trudnych do przyjęcia – np. postać Rumkowskiego budzi ogromne kontrowersje – to pewnie bym na tę drogę nie wstąpił i nie doszedłbym do celu.

To niezwykłe uczucie, że po 7 latach ten film wciąż jest pokazywany, zgłaszają się następne kraje, szczególnie w Ameryce Łacińskiej. „Fotoamator” jakoś promieniuje niezwykłą energią.

Najważniejsze branżowe pismo poświęcone dokumentowi, „Dox”, zrobiło plebiscyt na 50 najlepszych dokumentów świata i „Fotoamator” znalazł się na tej liście. Niedawno obliczyłem, że film obejrzało kilkaset milionów ludzi. W każdym europejskim kraju pokazany był co najmniej w jednej stacji telewizyjnej. Co charakterystyczne – wszędzie z wyjątkiem Austrii. Mam agenta sprzedaży na Europę w Szwajcarii. Zależało mi, żeby doprowadzić do pokazu w austriackiej telewizji, ale zawsze następowała delikatna odmowa. Kiedy wreszcie zaproponowaliśmy pokaz za darmo, powiedziano nam, że film o podobnej tematyce już wyświetlono. To bardzo ciekawe. Wyraźnie Austriacy nie chcą przyjąć dziedzictwa Geneweina. Genewein też się nie wziął z przypadku.

Ten film dla mnie jest misją. Na uniwersytecie w Brasilii miałem kilkugodzinną dyskusję z młodymi ludźmi. Nie zdajemy sobie sprawy, jak oni mało wiedzą, co działo się w Europie w tamtym czasie. Dla nas to jest żywa historia, dla nich – nie. Ambasador opowiadał mi, że nagminnie używa się sformułowania „polskie obozy koncentracyjne”. Polskie, bo w Polsce. A oni w ogóle nie kojarzą, kto te obozy założył. Więc to jest jeszcze jedno znaczenie „Fotoamatora”. Cieszę się, że mój film pełni również taką rolę, że zmienia obraz Polski wszędzie, gdzie jest wyświetlany.