Film" 1998, nr 11

Czas Kolskiego

Katarzyna Kubisiowa

Kolski bawi się własną ,,mitologią" z mozołem rozpracowywaną przez widownię i krytyków


Józef Andryszek Pierwszy - kowal z Popielaw w drugiej połowie XIX wieku - buduje kinomaszynę, w ten oto prosty sposób wyprzedzając wynalazki Edisona i braci Lumiere. Koleje losów trzech członków rodziny Andryszków wyznaczają czas filmowej opowieści, kończącej się w latach 60. naszego wieku. Poznajemy wówczas Andryszka Piątego i jego kilkunastoletniego syna, Andryszka Szóstego, zwanego Szóstkiem. Andryszek Pierwszy zginął w powstaniu styczniowym, a jego dzieło czeka na tego, kto ponownie tchnie duszę w bezczynnie stojący mechanizm. Szóstek, po okupionych ciężką chorobą staraniach, odzyskuje projekty kinomaszyny naszkicowane przez Andryszka Pierwszego prawie 200 lat wcześniej.

Dla Jana Jakuba Kolskiego formuła rodzinnej sagi, którą częściowo posłużył się w "Historii kina w Popielawach" stała się pretekstem do przedstawienia dramatu przeznaczenia.

Po kilku latach kinowego milczenia Kolski powrócił do swoich źródeł, na nowo odkrył elementarne kategorie i wartości: czas, nadzieję, miłość, cierpienie. Niby nic się nie zmieniło, nadal rozpoznajemy te same obrazy: dalekie horyzonty, wiejskie pola, chałupy, podobnych bohaterów - ułomnych nieudaczników, nieszczęśliwie kochające kobiety i ich dręczonych poczuciem niespełnienia mężczyzn. Lecz w "Historii kina w Popielawach" stykamy się z czymś jeszcze nierozpoznanym. Każde bowiem przedsięwzięcie reżysera nie tyle zaskakuje coraz doskonalszym warsztatem i nieokiełznaną wyobraźnią, co przede wszystkim intryguje subtelną reinterpretacją wcześniej podejmowanych problemów. Z filmu na film obserwujemy na celuloidowej taśmie zaszyfrowany w fikcyjnych fabułach zapis dojrzewania człowieka; wykluwanie się i kształtowanie osobistej wizji świata. Rzadko w polskim kinie można prześledzić ewolucję samopoznania artysty, niestrudzenie poszukującego odpowiedzi na pytanie: w czym tkwi istota człowieczeństwa?

W koncepcji Kolskiego człowieczeństwo ma szansę się wyłonić w momencie zasmakowania goryczy utraty, niespełnionej miłości, twórczego nienasycenia. Jańcio Wodnik przejmuje rolę Pana Boga i wówczas zostanie mu odebrana moc czynienia cudów. Lecz poprzez grzech pychy odkryje prawdziwą boską siłę, nadającą światu sens. Niewinny ksiądz z "Cudownego miejsca", choć już otrzymał święcenia, tak naprawdę staje się kapłanem dopiero w chwili, gdy ulega najbardziej przyziemnym pokusom. Andryszek Piąty (Krzysztof Majchrzak) z "Historii kina w Popielawach" po latach upokarzającego pijaństwa i okrucieństwa wobec najbliższych, odradza się jako ojciec, mężczyzna, twórca. Opuszczony przez Szóstka (Michał Jasiński) oraz Hanutkę (Grażyna Błęcka-Kolska) w końcu pojmie, że traci tych, którzy utrzymują go jeszcze przy życiu. Podłym, ale życiu. Nadchodzi czas, kiedy musi ich uczucia odzyskać; tylko to pozwoli mu raz jeszcze godnie zaistnieć wśród ludzi. Choć za zniszczenie wykonanych przez Andryszka Pierwszego (Bartosz Opania) bezcennych szkiców kinomaszyny zostaje wyklęty przez własne dziecko, potrafi ocalić ojcowsko-synowskie więzi.

Andryszkowi Piątemu łamie życie nieumiejętność przełożenia talentu na twórczość, która ujrzałaby dzienne światło. Andryszek Piąty pozbawiony jest determinacji, ale posiada ją jego wątły syn. Dziedzictwo zostaje w pełni przejęte. Szóstka nie zrażają przeciwności losu, dlatego między innymi stanie się artystą. Chłopiec obserwując losy ojca już wie, że źródłem frustracji są niezrealizowane aspiracje. Dlatego Szóstek jest niezłomny. Jedna postać została rozpisana na dwa głosy - historia ojca to jeden z możliwych wariantów życia syna; syn mógłby zostać tym, kim ojciec, gdyby ten wcześniej nie dał mu swoją postawą przestrogi. Początkowo okrutny i cyniczny Andryszek Piąty z czasem łagodnieje, od chłopca ucząc się mężności. Szóstek nie jest do końca dzieckiem, on wie, że pełnia życia musi zostać okupiona cierpieniem. Tylko wówczas zrozumie się, że realność jest jeszcze trudniejsza do ogarnięcia i ujarzmienia niż fantazja, że rzeczywistość ma więcej tajemniczych wymiarów niż fikcja. Majchrzak-Jasiński tworzą zgrany duet. Powściągliwe aktorstwo Majchrzaka pozwala w pełni zaistnieć występującemu po raz pierwszy przed kamerą Jasińskiemu. Gdy widzimy ich w kadrze razem, czuje się między nimi iskrzące porozumienie. Falowanie emocji kontrolowane aktorskim warsztatem Majchrzaka i naturszczykowską intuicją Jasińskiego czyni ich postaci wiarygodnymi.

W "Historii kina w Popielawach" porządek świata wyznacza idea wiecznego powrotu - żaden uczynek nie przepada w czasie, niesie ze sobą konsekwencje bez względu na to, kiedy został popełniony. Każde zdarzenie ma sens nawet, jeżeli w teraźniejszym życiu nie znajduje rozwiązania lub wydaje się przypadkowe. Ale za jakiś czas będzie ono kontynuowane w działaniach innych ludzi, tak jak Szóstek próbuje zwieńczyć twórcze dzieło Andryszka Pierwszego, a Andryszek Piąty spełnia jego miłość wiążąc się z Hanutką, krewną ukochanej jego przodka. W jakim więc szczególe tkwi tematyczna nowość najnowszego filmu Kolskiego, skoro w bieg zamkniętego w kole czasu wpisani są bohaterowie większości jego filmów?

W "Jańciu Wodniku" obowiązywała zasada winy i jej odkupienia. W pierwszej scenie zdycha koń, najpierw obity przez wieśniaka orczykiem, a później wypędzony z wioski. Człowiek, popełniając wobec zwierzęcia grzech, powiększa w świecie zło, za które zostaje ukarany. Owoc cudzej głupoty irracjonalnie uderza w Jańcia; z tego też powodu sprzeniewierza się on swojemu szlachetnemu przeznaczeniu. Jańcio cofając czas, pragnie wymazać wyrządzone krzywdy. Zanim zrozumie, że nie jest to możliwe, upłynie sporo lat. Dopiero wówczas pogodzi się z przemijaniem. Bohaterowie "Historii kina w Popielawach" są już "mądrzejsi" o doświadczenie Jańcia. Oni z czasem nie walczą, oni "w nim rzeźbią". Znajdują fenomenalny sposób na jego zatrzymanie - projektor poruszający światłoczułą błonę, na której sfotografowana rzeczywistość staje się nieśmiertelna. Wcześniejsze filmy Kolskiego były opowieściami o niespełnieniu. W ,,Historii kina w Popielawach" perspektywa zmienia się; losy rodziny Andryszków, zatoczywszy krąg, kończą się dobrze, ludzie realizują marzenia swoje i innych. Dzięki temu łagodnieją, stają się lepsi, zaczynają kochać. Ich spokój zasadza się w tym, że idea uruchomienia kinomaszyny spędzająca sześciu pokoleniom sen z powiek, w końcu zostaje urzeczywistniona. Tylko w ten hochsztaplerski sposób człowiek może zbliżać się do wieczności, która dana jest wyłącznie Stwórcy.

Kolski dostrzega w kinie niepowtarzalną szansę nawiązania z widzem dialogu. Równocześnie poprzez własne filmy przygląda się sobie, wyzwala z obsesji, leczy z kompleksów. Jednocześnie nie zapomina, że kinematograf w założeniach wynalazców miał spełniać funkcję ludyczną, dlatego nawet najpoważniejszy temat stara się rozładować humorem. Bawi się własną "mitologią" z mozołem rozpracowywaną przez widownię i krytyków. Rodzinny filmowy rodowód - prababka, dziadek, ojciec, siostra byli ludźmi kina - traktuje z autoironicznym dystansem. Wspomnienie, konfabulacja, zmyślenie wskrzeszają na wpół realną filmową rzeczywistość - kanwę dla autentycznego ludzkiego dramatu. Pierwsze kadry "Historii kina w Popielawach" komentują czytane z offu słowa reżysera: (...) ten film będzie o czymś niezwykle kruchym, o pamiętaniu. O pamiętaniu, które nie pozwala przestawać być ludzkim i o pamiętaniu, które inspiruje sztukę.