"FILM" 1990, nr 52

Bardzo poważny żart Marczewskiego

Jan Józef Szczepański


"Ucieczka z kina »Wolność«" - raz jeszcze

Gwałtowne zmiany, zachodzące ostatnio w naszym regionie Europy, kreują w sposób naturalny zamówienie na krytyczną refleksję w sztuce, zwłaszcza w sztuce filmowej, której szybkich reakcji nauczyliśmy się oczekiwać. Mamy za sobą kilka fal rozliczeń z przeszłością, nacechowanych zazwyczaj goryczą i cierpiętniczym patosem. Marczewski zaskoczył polską publiczność nową formułą rozrachunku. Jego "Ucieczka z kina »Wolność«" jest komedią, ale komedią osobliwą, wzbudzającą więcej niepokoju niż wesołości. Nastrój niesamowitości, towarzyszący dramaturgicznej perypetii stworzony został przy pomocy tricku, znanego już zachodnim (szczególnie amerykańskiej) kinematografiom, u nas jednak nie stosowanego dotychczas.

Rzecz polega na zbudowaniu filmowej iluzji przez wprowadzenie kina w kiniei równouprawnienie obu fikcyjnych rzeczywistości poprzez przyznanie tej drugiej scenicznej autonomii. Nie jest to jednak wyłącznie zabieg techniczny, służący do epatowania widza. Marczewski posłużył się nim jako ważnym środkiem swojej moralizującej dialektyki, bowiem wątek "zbuntowanego ekranu" spełnia tutaj rolę alegorycznego sumienia. Pomysł ryzykowny, grożący natręctwem dydaktyki. Ale Marczewski potrafił uniknąć niebezpieczeństwa, nie pozwalając sobie w fabule "drugiego nurtu" na bezpośrednie analogiez pierwszoplanową perypetią. Dopiero interakcja obu rzeczywistości rodzi aktualną refleksję. Swoista perfidia alegorii polega na tym, że jej adresatem i ofiarą jest cenzor, a więc ktoś, czyim obowiązkiem jest pilnowanie ustalonej urzędowo jednoznaczności wszelkich zjawisk i treści życia. Postać cenzora nie cieszy się u naszych twórców szczególnym wzięciem. Trudno się dziwić. Nawet diabelskie rogi wydają się być zbyt zaszczytną charakteryzacją dla tego bezbarwnego funkcjonariusza kłamstwa. Jednakże Marczewski znalazł dla niego interesujące emploi.

Cenzor w jego filmie, jako współautor nierzeczywistej wizji świata, jest jedyną osobą do której przemówić potrafi rzeczywistość zrewoltowana. On bowiem żyje na granicy obłędu. Tak więc zadaniem Janusza Gajosa w głównej roli było ukazanie reakcji natury trywialnej i cynicznej na dręczące wyzwanie prawdy. Z tego trudnego zadania Gajos wywiązał się brawurowo, tworząc jedną z najlepszych kreacji w swojej aktorskiej karierze.

Problem prawdy i kłamstwa stanowi istotne przesłanie "Ucieczki z kina »Wolność«". Ujęty przez Marczewskiego w konwencji ciemnego żartu, jest bardzo poważnym przyczynkiem do rozważań nad naturą totalitaryzmu.